Po raz pierwszy sformułowana w 1823 r., Doktryna Monroe miała w dużej mierze na celu powstrzymanie europejskich wpływów kolonialnych na półkuli zachodniej, ale współcześni prezydenci wykorzystali ją do uzasadnienia interwencji wojskowej w Ameryce Łacińskiej.
Żyjący byli prezydenci Stanów Zjednoczonych od czasu do czasu pojawiają się w wiadomościach, zwykle dzięki skandalom z przeszłości, poparciu politycznemu lub pogrzebom. Ale co stało się z osobą, która zajmowała Gabinet Owalny na początku XIX wieku?
Nagle świat przypomniał sobie o Jamesie Monroe, piątym prezydencie USA, który został wybrany dwukrotnie w 1816 i 1820 roku. Jego okres urzędowania był tak pomyślny dla Ameryki, że współcześni nazywali go "Erą Dobrych Uczuć".
Sam Donald Trump powołał się na Monroe po zeszłotygodniowej amerykańskiej operacji wojskowej w Wenezueli, która doprowadziła do schwytania prezydenta tego kraju, Nicolása Maduro.
Trump powiedział, że USA będą "zarządzać" krajem w nieokreślonym okresie przejściowym i opisał swoje podejście jako nowoczesną aktualizację lub reinterpretację "Doktryny Monroe", którą żartobliwie nazwał "Doktryną Donroe".
Co więc kryje się za polityką, o której wszyscy mówią?
Jako prezydent, Monroe rozwiązał długotrwałe spory z Brytyjczykami i przejął Florydę od Hiszpanii w 1819 roku. Najbardziej znany jest jednak z tego, że domagał się narodowego prawa do wpływów na zachodniej półkuli przeciwko europejskiemu imperializmowi.
Idea ta, nazwana później "Doktryną Monroe", ukształtowała następne stulecie stosunków międzynarodowych między Stanami Zjednoczonymi a resztą świata, stanowiąc zasadę przewodnią dla amerykańskich prezydentów i decydentów politycznych, którzy starali się uczynić ten kraj globalną potęgą.
W praktyce doktryna ta zakładała, że Waszyngton nie będzie dłużej tolerował kolonizacji, marionetkowych monarchów ani interwencji wojskowych w "wewnętrzne" sprawy krajów na półkuli zachodniej ze strony wiodących europejskich mocarstw imperialnych, a mianowicie Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii.
W zamian Stany Zjednoczone miały trzymać się z dala od europejskich konfliktów i szanować pozostałe kolonie w Ameryce Północnej: Kanady, Alaski i różnych europejskich posiadłości na Karaibach.
Kontrolowanie obu Ameryk
Po raz pierwszy nakreślona w rutynowym przemówieniu do Kongresu w 1823 r., Doktryna Monroe została stworzona, aby sprostać głównym obawom chwili, ale wkrótce stała się hasłem przewodnim polityki USA na półkuli zachodniej i została wykorzystana jako zasada polityczna i prawna do uzasadnienia licznych interwencji w Ameryce Łacińskiej.
Po raz pierwszy powołano się na nią w 1865 roku, gdy prezydent Andrew Johnson wywarł silną presję dyplomatyczną i wojskową, aby udaremnić wysiłki francuskiego cesarza Napoleona III zmierzające do ustanowienia marionetkowej monarchii w Meksyku, na czele której stanął austriacki arcyksiążę Maksymilian.
Epizod ten zakończył się całkowitym sukcesem Waszyngtonu i katastrofą dla Paryża: wojska francuskie wycofały się, a Maksymilian został schwytany, a następnie kontrowersyjnie stracony przez pluton egzekucyjny.
W 1898 r. wojna hiszpańsko-amerykańska oznaczała prawdziwe wyłonienie się Stanów Zjednoczonych jako światowej potęgi, kładąc kres kolonialnemu imperium Hiszpanii.
Wojna ta, toczona pod rządami prezydenta Williama McKinleya, zmieniła również politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych z prostego przeciwstawiania się wpływom europejskim na aktywne wzmacnianie własnej dominacji w regionie i zdobywanie terytoriów zamorskich, takich jak Puerto Rico, Guam i Filipiny.
Kilka lat później europejscy wierzyciele wielu krajów Ameryki Łacińskiej zagrozili interwencją zbrojną w celu ściągnięcia długów. Prezydent Theodore Roosevelt niezwłocznie ogłosił prawo Stanów Zjednoczonych do korzystania z "międzynarodowej władzy policyjnej" w celu ograniczenia "chronicznych wykroczeń" w swoim tak zwanym Roosevelt Corollary do Doktryny Monroe.
Udowadniając, że Waszyngton myśli poważnie, amerykańska piechota morska została wysłana na Santo Domingo w 1904 roku, do Nikaragui w 1911 roku i na Haiti w 1915 roku. Inne kraje Ameryki Łacińskiej postrzegały te interwencje z niepokojem, a stosunki między "wielkim Kolosem Północy" a jego południowymi sąsiadami pozostawały napięte przez wiele lat.
Antyeuropejskie nastawienie Doktryny Monroe zostało zasadniczo porzucone jako zasada polityki w 1917 i 1941 roku, kiedy Stany Zjednoczone dołączyły do zachodnich demokracji w walce o zwycięstwo w I i II wojnie światowej zarówno w Europie, jak i na Pacyfiku. Jednak w okresie zimnej wojny Doktryna Monroe powróciła, a kilka amerykańskich administracji powoływało się na nią, aby uzasadnić szereg interwencji na półkuli zachodniej.
Najbardziej znany prezydent John F. Kennedy powołał się na Doktrynę Monroe podczas kubańskiego kryzysu rakietowego w 1962 r., wykorzystując zasadę sprzeciwu wobec zewnętrznej ingerencji w Ameryce, aby uzasadnić konfrontację z radzieckimi instalacjami rakietowymi na Kubie.
Kennedy zarządził blokadę morską wyspy i wydał surowe ostrzeżenie: każda rakieta wystrzelona z Kuby będzie postrzegana jako atak Sowietów na USA lub ich sojuszników i spotka się z masowym odwetem.
Było to kluczowe współczesne powtórzenie doktryny, które zmieniło ją z jedynie przeciwstawiania się europejskiemu kolonializmowi na przeciwdziałanie próbom wywierania wpływu przez Związek Radziecki w obu Amerykach.
Od Monroe do Reagana
W latach 80. prezydent Ronald Reagan powołał się na Doktrynę Monroe, aby uzasadnić agresywną interwencję USA w Ameryce Środkowej, w szczególności wspierając antykomunistycznych rebeliantów Contra w Nikaragui przeciwko lewicowemu rządowi Sandinistów.
Polityka ta, czasami nazywana "Doktryną Reagana", miała na celu ograniczenie wpływów wspieranych przez Związek Radziecki w krajach od Salwadoru po Gwatemalę. Krytycy w USA i Ameryce Łacińskiej często potępiali to podejście jako "imperialistyczne".
Innym ważnym współczesnym odwołaniem się do Doktryny Monroe przed schwytaniem Maduro była inwazja USA na Panamę w 1989 r., kiedy to prezydent George H.W. Bush nakazał siłom amerykańskim usunięcie przywódcy wojskowego Manuela Noriegi w związku z zarzutami, że kierował on operacją przemytu narkotyków.
Stany Zjednoczone wysunęły podobne zarzuty wobec Maduro, oskarżając go o kierowanie "narkopaństwem" i kradzież amerykańskiej ropy naftowej.
Maduro zaprzeczył tym twierdzeniom i powiedział, że Waszyngton zamierza przejąć kontrolę nad rezerwami ropy naftowej w jego kraju.
Podczas gdy różne rządy Ameryki Łacińskiej sprzeciwiają się Maduro i twierdzą, że ukradł on głosowanie w 2024 r., przechwałki Trumpa dotyczące kontrolowania Wenezueli i eksploatacji jej ropy naftowej ożywiają bolesne wspomnienia z poprzednich interwencji USA w Ameryce Łacińskiej, które są przeciwne rządom i mieszkańcom regionu.
To, czy Trump zwycięży w oczach opinii publicznej w kraju i w Ameryce Łacińskiej, będzie w dużej mierze zależeć od jego działań wobec Wenezueli w najbliższych tygodniach i miesiącach.
Prezydent USA ryzykuje także zrażenie do siebie części swoich zwolenników, którzy poparli jego program "America First" i sprzeciwiają się zagranicznym interwencjom w stylu Doktryny Monroe.
A oni będą mieli głos: wybory do Kongresu odbędą się za 10 miesięcy.