Ponad 31 tys. osób podpisało petycję w sprawie śmierci Jasona Ardaya. Organizatorzy domagają się publicznego dochodzenia dotyczącego presji medialnej na naukowca.
Ponad 31 tysięcy osób, w tym kilku brytyjskich posłów podpisało petycję wzywającą premiera Wielkiej Brytanii Andy’ego Burnhama do przeprowadzenia publicznego dochodzenia w sprawie domniemanej kampanii medialnej wymierzonej w zmarłego naukowca Jasona Ardaya.
Informację przekazali organizatorzy inicjatywy.
Petycję rozpoczęła organizacja Good Law Project. Stało się to po śmierci Ardaya, który w piątek został znaleziony martwy.
Trzy lata wcześniej naukowiec został najmłodszym w historii czarnoskórym profesorem Uniwersytetu Cambridge.
Good Law Project wspierał Ardaya od początku sierpnia. Wówczas naukowiec zrezygnował ze stanowiska na uczelni oraz z funkcji fellow w Jesus College.
Decyzję podjął po wszczęciu przez obie instytucje postępowań wyjaśniających dotyczących zarzutów o plagiat oraz fabrykowanie lub wyolbrzymianie informacji na temat jego dorobku i życiorysu.
"Nie może być żadnych wątpliwości, że tragiczna śmierć dr Ardaya była bezpośrednim, przewidywalnym i przewidzianym skutkiem nękania przez media" - napisał Good Law Project na swojej stronie internetowej.
Organizacja zaznaczyła, że "istotnym elementem tego nękania był kolor jego skóry".
Dodała, że "nie może być żadnych wątpliwości, iż u podstaw tej historii leży rasizm".
Sprawa Ardaya była szeroko komentowana przez brytyjskie media.
W lipcu naukowiec określający się jako "realista rasowy" Nathan Cofnas poinformował o znalezieniu licznych przykładów plagiatu w dorobku profesora. Cofnas został zwolniony z Uniwersytetu Cambridge w 2024 roku.
Arday odrzucał zarzuty. Mimo to sprawa szybko stała się przedmiotem zainteresowania prawicowych komentatorów i brytyjskich mediów.
Krytycy twierdzili, że naukowiec niesprawiedliwie skorzystał z polityki różnorodności, równości i włączania (DEI).
Ostrzeżenia przed ryzykiem samobójstwa
W dniu rezygnacji z pracy na uczelni 5 sierpnia Arday opublikował list, w którym wyjaśnił swoją decyzję.
Napisał, że odejście było "jedynym sposobem", by zakończyć "trudny okres".
Jednocześnie zastrzegł, że jego decyzji nie należy "uznawać za akceptację narracji, które narosły wokół mojej osoby".
Po śmierci naukowca jego rodzina i przyjaciele skrytykowali "kampanię ciągłych ataków", która miała trwać od czasu jego nominacji na profesora w 2023 roku.
Policja poinformowała, że śmierć Ardaya nie jest traktowana jako podejrzana.
Osoby z jego otoczenia zwracały uwagę na szczególną wrażliwość naukowca na presję. Arday otwarcie mówił o swoim dzieciństwie.
Informował m.in., że zdiagnozowano u niego autyzm oraz że nie mówił do 11-go roku życia.
Były mentor Ardaya i jedna z czołowych postaci Uniwersytetu Cambridge - Simon Woolley powiedział w niedzielę BBC, że widział naukowca w ubiegły poniedziałek. Towarzyszyła mu wówczas grupa przyjaciół.
"Mówił, że czuł się zaszczuty na śmierć. To jego słowa. Powiedział, że nie widział wyjścia" - relacjonował Woolley.
"Tego dnia zobaczyliśmy człowieka o połowę lżejszego niż kiedyś, zrozpaczonego ponad wszelkie wyobrażenie" - dodał.
Good Law Project poinformował, że "wielu sygnatariuszy" petycji wcześniej kontaktowało się prywatnie z redakcjami.
Mieli oni ostrzegać, że "ich nieustanne ściganie dr Ardaya grozi jego samobójstwem".
W poniedziałek wieczorem na Trafalgar Square w Londynie ma odbyć się czuwanie poświęcone pamięci naukowca.
Zbiórka pieniędzy dla rodziny Ardaya zgromadziła dotychczas niemal 89 tysięcy funtów, czyli około 104 tysięcy euro.