Sezon pożarów już mocno się rozpoczął, jak powiedział minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez. Z regionu ewakuowano kilka tysięcy osób.
Niebo częściowo zasnute gęstym dymem. W Pirenejach Wschodnich do walki z ogniem skierowano około 700 strażaków. Ogromny pożar wybuchł w sobotę w trudno dostępnym masywie górskim i spustoszył już ponad 4,6 tys. hektarów.
W miarę jak pożar się rozprzestrzenia, z regionu ewakuowano już blisko 10 tys. osób. W Ille-sur-Têt, niewielkiej miejscowości niedaleko granicy z Hiszpanią, część mieszkańców też jest gotowa do wyjazdu.
„Ewakuowali połowę ulicy, tę stronę już całkiem opróżnili. Nie wyobrażacie sobie, co zastaliśmy, kiedy tu przyjechaliśmy. My też czekamy na dalsze instrukcje, bo mieszkam na samym końcu ulicy” – mówi z niepokojem Paco Paez, emeryt.
Inni są spokojniejsi i wolą zostać w domach. „Trzeba z tym żyć. Oczywiście lepiej byłoby wyjechać, ale obecność strażaków tuż obok uspokaja. Przed chwilą robili zrzuty wody z helikopterów. Więc wiem, że ten rejon pożaru zostanie ugaszony” – wyjaśnia Richard Margail, właściciel restauracji wietnamskiej.
Mimo licznych sił zaangażowanych w akcję, zwłaszcza z powietrza, w poniedziałek sytuacja wciąż pozostaje poza kontrolą. Ze względu na mobilizację służb, trzeci etap wyścigu Tour de France odbędzie się wprawdzie w Pirenejach Wschodnich, ale bez udziału publiczności.