Najnowsze naruszenie przestrzeni powietrznej Mołdawii i NATO przez rosyjskie drony następuje, gdy Moskwa coraz częściej używa odrzutowych dronów bojowych. Zacierają one granicę między klasycznymi UAV a tanimi pociskami manewrującymi i są znacznie trudniejsze do przechwycenia.
Samolot prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego przygotowywał się we wtorek po południu do wylotu z Kiszyniowa do Oslo, gdy wojsko Mołdawii wykryło w przestrzeni powietrznej kraju bezzałogowy statek latający.
To, co początkowo wyglądało na kolejne rosyjskie naruszenie przestrzeni dronem, nabrało większego znaczenia następnego dnia, gdy premier Norwegii Jonas Gahr Støre ujawnił, że samolot Zełenskiego był o krok od trafienia przez drona.
„Jego lot niemal został trafiony przez drona w chwili startu z Mołdawii. Taka jest rzeczywistość, w której żyje” – powiedział Støre w rozmowie z norweskim nadawcą publicznym NRK.
Chronologia pokazuje, jak rozwijały się wydarzenia.
Wojsko Mołdawii po raz pierwszy wykryło niezidentyfikowany bezzałogowy statek powietrzny o godz. 16:20 czasu środkowoeuropejskiego.
O godz. 16:37 rumuńskie ministerstwo obrony poinformowało, że dron wleciał w przestrzeń powietrzną Rumunii, a więc NATO.
Dwie minuty później dwa hiszpańskie myśliwce F-18, rozlokowane w ramach wzmocnionej misji nadzoru przestrzeni powietrznej NATO, wystartowały, by śledzić obiekt.
Myśliwce nie przechwyciły drona. Rumuńskie radary śledziły go do godz. 17:02, kiedy kontakt został utracony.
Pięć minut później, o godz. 17:07, drona ponownie wykryto nad Mołdawią. Później rozbił się ok. 25 km na wschód od granicy z Rumunią.
Zgodnie z danymi z kanałów monitorujących, samolot Zełenskiego wystartował z Kiszyniowa ok. godz. 17:57.
Przez dużą część pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie, rozpoczętej na początku 2022 roku, Zełenski podróżował za granicę głównie przez Polskę, a Rzeszów służył jako stały punkt wylotu.
W ostatnich miesiącach jego samolot prezydencki coraz częściej korzysta jednak z Kiszyniowa jako lotniska wylotowego na zagraniczne wizyty.
Jaki to był dron?
Dokładny model drona, który pojawił się nad Mołdawią i Rumunią, nie został oficjalnie ustalony.
Ukraińskie kanały monitoringu open-source zidentyfikowały go jako Geran-4, jeden z nowszych rosyjskich odrzutowych dronów uderzeniowych.
Geran-4 i Geran-5 należą do najnowszych elementów rozbudowywanej rodziny dronów Geran, choć znacznie różnią się konstrukcją i możliwościami.
Geran-4 ma rozpiętość skrzydeł około trzech metrów i długość mniej więcej 3,5 metra. Jego maksymalna masa startowa wynosi ok. 450 kilogramów.
Zgodnie z danymi ukraińskiego wywiadu wojskowego Geran-4 może osiągać prędkość do 500 km/h i przenosi głowicę bojową o masie między 50 a 90 kilogramów.
Rosja w ostatnim czasie zintensyfikowała użycie dronów odrzutowych, także w złożonych zmasowanych atakach prowadzonych równolegle z pociskami balistycznymi i manewrującymi, które mają przeciążyć ukraińską obronę powietrzną.
Ich prędkość sprawia, że są znacznie trudniejsze do zestrzelenia niż typowe drony Shahed, szczególnie dla mobilnych grup ogniowych i innych stosunkowo tanich systemów, na których Ukraina opierała dotąd obronę przed wolniej przemieszczającymi się bezzałogowcami.
W efekcie Ukraina jest zmuszona używać przeciw tym szybszym zagrożeniom rzadkich i dużo droższych pocisków przeciwlotniczych, co dodatkowo obciąża już ograniczone zapasy rakiet przechwytujących.
Według doniesień kilka ukraińskich firm rozpoczęło testy pocisków specjalnie zaprojektowanych do zestrzeliwania nowych odrzutowych modeli Geran.