Między kampanią przed wyborami prezydenckimi 2027 a rozmowami o przyszłym budżecie, kilku czołowych francuskich polityków było aktywnych w sobotę 29 sierpnia.
Zanim Francja pozna nazwisko następnego prezydenta, będzie musiała uchwalić budżet na 2027 rok.
To główne zadanie szefa rządu, Sébastiena Lecornu, który mówił o tym w wywiadzie opublikowanym przez dziennik Le Parisien.
Do pierwszej tury wyborów prezydenckich zostało niespełna osiem miesięcy, a w Zgromadzeniu Narodowym nie ma większości. Premier liczy, że uda się uniknąć paraliżu politycznego. Zapowiada budżet„z rozwiązaniami, które w dużej mierze będzie mogła odwrócić nowa większość wyłoniona przy urnach”.
Sébastien Lecornu nie przewiduje podwyżek podatków. Zapowiada jednak rolniczy „plan ratunkowy” i reformę zwolnień lekarskich.
A jeśli chodzi o rok 2027, powtarza: „Nie wiem, w jakim języku mam to powiedzieć! Nie jestem kandydatem w wyborach prezydenckich. Nie mieszam się w kampanię prezydencką”.
Premier w sobotę przebywał w Sens, na letniej szkole ruchu Laboratoire de la République, stworzonego przez byłego ministra edukacji, Jeana-Michela Blanquera.
Olivier Faure wzywa do „ekologicznego socjalizmu”
Z kolei pierwszy sekretarz Partii Socjalistycznej (PS), Olivier Faure, ostrzega: „Jeśli tekst, który wyłoni się z debat, będzie tekstem panów Attala i Philippe’a przy wsparciu skrajnej prawicy, to mówię jasno: złożymy wniosek o wotum nieufności”.
W wystąpieniu podczas letnich dni PS wezwał też lewicę, by „postawiła tamę” sojuszowi między „skrajną prawicą” a „skrajnym kapitałem”. „Nadeszła godzina ekologicznego socjalizmu” – dodał, wciąż pozostawiając wątpliwości co do swoich zamiarów przed prawyborami lewicy.
Jordan Bardella uważa, że RN może „wygrać te wybory”
Podczas wizyty na Targach w Châlons-en-Champagne (departament Marne) przewodniczący Zjednoczenia Narodowego, Jordan Bardella, zapewnił, że jego partia „tego lata ciężko pracowała nad programem naprawy kraju” i nad „kampanią prezydencką”.
Przez pewien czas uchodził za możliwego kandydata partii skrajnej prawicy, ale ostatecznie Jordan Bardella musiał ustąpić miejsca Marine Le Pen.
Debata Édouarda Philippe’a z Françoisem Hollandem
Inny kandydat w wyborach prezydenckich, Édouard Philippe z ugrupowania Horizons, w sobotę debatował z byłym socjalistycznym prezydentem Françoisem Hollandem, którego ambicje na 2027 rok wydają się rosnąć.
Podczas letniej szkoły Laboratoire de la République obaj politycy zgodzili się, że trzeba uważać na Zjednoczenie Narodowe i Francję Niepokorną (LFI). „W tak podzielonym kraju, gdzie rozniecono niezgodę, gdzie narasta radykalizm i populizm, gdzie jednych stawia się przeciw drugim, trzeba się jednoczyć (…) przeciw wszystkim, którzy dzielą” - powiedział François Hollande.
Édouard Philippe, który liczy na zjednoczenie sił na prawicy i w centrum, także apeluje o ostrożność wobec obu ugrupowań, „nie dlatego, że byłyby nielegitymne w debacie publicznej, lecz dlatego, że dzielą”.
Choć obaj ostrzegają przed kondycją francuskiej gospodarki, były prezydent i były premier proponują różne lekarstwa. François Hollande opowiada się za „zwiększeniem obciążeń podatkowych”, natomiast Édouard Philippe zaleca „ograniczenie” wydatków socjalnych.