Premier Pedro Sánchez podkreślił korzyści płynące z imigracji oraz ogłosił szeroki program legalizacji pobytu, który ma wspierać takie sektory jak budownictwo, potrzebujące zwiększenia liczby pracowników.
Rząd zakładał, że otrzyma ok. 750 tys. wniosków i zatwierdzi ok. 500 tys.. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Zgodnie z danymi Ministerstwa ds. Włączenia Społecznego, Zabezpieczenia Społecznego i Migracji, ostateczna liczba wniosków sięgnęła 1 174 978, to ponad dwukrotnie więcej, niż przewidywano na początku i zarazem najwyższy wynik w tego typu procedurze w Hiszpanii od czasu powrotu demokracji.
Wyraźnie przebija dotychczasowy punkt odniesienia – legalizację przeprowadzoną w 2005 roku za rządów José Luisa Rodrígueza Zapatero, z której skorzystało 576 506 osób.
Z tej puli 609 737 spraw zostało przyjętych do rozpatrzenia, co w praktyce oznacza, że ich autorzy mają już tymczasowe zezwolenie na pobyt i pracę, dopóki ich wniosek nie zostanie ostatecznie rozstrzygnięty. Kolejne 11 tys. osób otrzymało już decyzję pozytywną na stałe. Rząd podkreśla, że milczenie administracji nie będzie traktowane jako odmowa i że wszystkie wnioski – zarówno pozytywne, jak i negatywne – zostaną rozpatrzone w najbliższych miesiącach.
Większość osób, które wystąpiły o objęcie ich procedurą, 67 proc., pochodzi z Ameryki Łacińskiej. Na czele listy narodowości jest Kolumbia, z prawie 27 proc. wszystkich wniosków, dalej Maroko (13,4 proc.), Wenezuela (11,7 proc.), Peru (8,8 proc.) i Honduras (4,9 proc.).
Te dane potwierdzają trend, który Hiszpański Urząd Statystyczny od kilku lat dostrzega w rejestrach ludności: od 2022 roku Kolumbia wyprzedziła Maroko jako główne państwo pochodzenia nowej fali imigracji, a dystans między oboma krajami nadal rośnie.
Struktura wieku i płci też jest niezwykle czytelna. Aż 81 proc. wnioskodawców ma mniej niż 45 lat, a sześciu na dziesięciu nie ukończyło 34 lat. Mężczyźni złożyli 57 proc. wniosków, kobiety 43 proc. Dzieci w wieku od 0 do 15 lat stanowią 11 proc. całości, głównie dlatego, że ich sprawy są rozstrzygane automatycznie razem z wnioskami rodziców.
Odzwierciedlenie w systemie ubezpieczeń społecznych
Jednym z głównych argumentów rządu na rzecz tej regulacji był jej wpływ na formalne zatrudnienie. Pierwsze dane zdają się to potwierdzać, choć z pewnymi zastrzeżeniami. Wśród osób, których wniosek został przyjęty do rozpatrzenia, 159 097 jest już zarejestrowanych w systemie ubezpieczeń społecznych – wynika z danych na 30 czerwca.
Resort zastrzega jednak, że to tylko zdjęcie w danym momencie: wśród tych ubezpieczonych są także wnioskodawcy ochrony międzynarodowej, którzy mogli odprowadzać składki już wcześniej, więc nie cały wzrost można przypisać wyłącznie tej nadzwyczajnej procedurze.
Sekretarz stanu ds. ubezpieczeń społecznych, Borja Suárez, doprecyzował, że 83,4 proc. nowych zgłoszeń przypada na ogólny system ubezpieczeń społecznych, a dominującą formą jest umowa na czas nieokreślony wśród tych, którzy zdążyli już znaleźć pracę.
Patrząc na poszczególne branże, najwięcej nowych zgłoszeń odnotowano w hotelarstwie i gastronomii (38 776), dalej w handlu (20 195), działalności administracyjnej (19 327) oraz budownictwie (18 310). Samo ministerstwo wskazuje, że zatrudnianie cudzoziemców jest jednym z głównych motorów wzrostu zatrudnienia w Hiszpanii w pierwszej połowie roku, a wyraźne przyspieszenie widać od końca kwietnia, kiedy ruszyła procedura.
Za tymi liczbami kryją się historie takie jak Missaela, młodego Peruwiańczyka, który przyjechał do Hiszpanii na wizie turystycznej, a po odmowie azylu przez miesiące żył bez dokumentów.
Do odprowadzania składek wrócił cztery dni po uzyskaniu tymczasowego zezwolenia. Dziś łączy nocną pracę w pizzerii w Huelvie z nauką w szkole zawodowej. „Bez papierów wszystko jest o wiele trudniejsze. Jakby życie stanęło w miejscu” – tak podsumowuje miesiące, w których pracował nielegalnie, w gorszych warunkach i bez żadnej ochrony.
Podział terytorialny, procedury i otwarty front sądowy
W podziale na wspólnoty autonomiczne, najwięcej wniosków trafiło z Katalonii (257 602), następnie z Madrytu (202 424), Wspólnoty Walenckiej (167 286) i Andaluzji (161 557). Ten rozkład pokrywa się z regionami, w których mieszka najwięcej osób urodzonych za granicą.
Sekretarz stanu ds. migracji, Pilar Cancela, podkreśliła także rolę profesjonalistów i organizacji, które towarzyszyły całemu procesowi: 58 proc. wniosków składanych drogą elektroniczną wysłali adwokaci, dalej upoważnieni urzędnicy (16,8 proc.), doradcy administracyjni (8,4 proc.) oraz sami zainteresowani, za pomocą certyfikatu cyfrowego (7,3 proc.).
Łącznie 495 organizacji z trzeciego sektora i związków zawodowych pomagało w doradztwie dla wnioskodawców, co okazało się szczególnie ważne przy uzyskiwaniu zaświadczeń potwierdzających trudną sytuację życiową. To właśnie one w pierwszych tygodniach powodowały powstawanie wąskich gardeł.
Upływ terminu na składanie wniosków nie rozwiał jednak wątpliwości prawnych. Dekret, na podstawie którego przeprowadzana jest legalizacja, został zaskarżony do Sądu Najwyższego przez PP i Vox, a do skargi przyłączyło się kilka rządów regionalnych PP, w tym Madrytu, Wspólnoty Walenckiej i Aragonii.
Sąd Najwyższy uruchomił ponadto procedurę, w której oceni, czy zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z pytaniem prejudycjalnym o zgodność królewskiego dekretu z prawem unijnym, po stwierdzeniu, że w Europie brak jest orzecznictwa precyzyjnie określającego zakres tego typu procesów.
Ministerstwo ds. Włączenia Społecznego, wspólnie z Prokuratorią Generalną Państwa, przygotowuje już swoje argumenty, by wykazać, że przepisy są zgodne z prawem unijnym i podkreśla, że wydawane zezwolenia obowiązują wyłącznie na terytorium Hiszpanii. Sąd Najwyższy już w maju odrzucił wnioski o zastosowanie środków tymczasowych, które miały wstrzymać procedurę do czasu rozstrzygnięcia sprawy co do istoty, dlatego rozpatrywanie wniosków toczy się dalej.