Litwa deklaruje gotowość do pośredniczenia w sporze między Polską a Ukrainą. Zdaniem doradczyni prezydenta Gitanasa Nausedy napięcia między Warszawą i Kijowem są wynikiem emocji, a utrzymanie silnych relacji obu państw ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa całego regionu.
Litwa zadeklarowała gotowość do odegrania roli mediatora w narastającym sporze między prezydentami Polski i Ukrainy.
We wtorek poinformowała o tym główna doradczyni prezydenta Litwy ds. polityki zagranicznej Asta Skaisgiryte, oceniając, że zarówno strona polska, jak i ukraińska "dały się ponieść emocjom".
Spór na linii Polska-Ukraina
Obecny spór między Warszawą a Kijowem rozpoczął się po decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „Bohaterów UPA”.
W Polsce krok ten został odebrany jako gloryfikowanie formacji odpowiedzialnych za zbrodnię wołyńską i spotkał się z ostrą krytyką władz. To właśnie odmienne spojrzenie na działalność OUN i UPA od lat pozostaje jednym z najtrudniejszych punktów w relacjach polsko-ukraińskich.
W odpowiedzi na decyzję Kijowa prezydent Karol Nawrocki postanowił odebrać Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego – najwyższe polskie odznaczenie państwowe, które ukraiński przywódca otrzymał w 2023 roku za rozwój współpracy między oboma krajami.
Zełenski odesłał order do Polski, a w geście solidarności z nim z polskiego odznaczenia zrezygnowali także byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko. Z kolei w Polsce swoje ukraińskie odznaczenia zwrócił wicemarszałek Senatu Michał Kamiński.
Dodatkowe napięcia wywołały sprzeczne relacje dotyczące prób zażegnania kryzysu. Wołodymyr Zełenski przekonywał, że strona ukraińska proponowała rozmowy z prezydentem Karolem Nawrockim oraz wspólną konferencję prasową, aby wyjaśnić stanowisko Kijowa. Inaczej sytuację przedstawia jednak szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz, który twierdzi, że to Ukraina wycofała się zarówno z planowanej rozmowy telefonicznej prezydentów, jak i z wizyty w Warszawie.
Choć spór przybrał wymiar dyplomatyczny, jego źródłem pozostają odmienne oceny wydarzeń historycznych. Polska uznaje zbrodnię wołyńską z 1943 roku za ludobójstwo dokonane przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej. Z kolei w Ukrainie dominuje przekonanie, że był to konflikt, za którego przebieg odpowiedzialność ponosiły obie strony, a OUN i UPA są przede wszystkim postrzegane jako organizacje walczące o niepodległość kraju przeciwko Związkowi Radzieckiemu.
Konferencja w Gdańsku
W tym tygodniu w Gdańsku odbędzie się konferencja poświęcona odbudowie Ukrainy. Premier Ukrainy Julia Swyrydenko ogłosiła we wtorek, że stanie na czele delegacji, która weźmie udział w konferencji. Wcześniej oczekiwano, że Kijów będzie reprezentowany przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.
Zdaniem Asty Skaisgiryte nieobecność prezydent Ukrainy "rzuciłaby cień na atmosferę" konferencji, choć – jak zaznaczyła – najważniejsze decyzje dotyczące dalszego wsparcia Ukrainy i tak mają zapaść podczas spotkania.
Do relacji polsko-ukraińskich odniósł się również prezydent Litwy Gitanas Nauseda. W ubiegłym tygodniu, podczas wystąpienia w litewskim parlamencie, podkreślił, że "dla Litwy, podobnie jak dla całego regionu, ważne jest, aby więź między Warszawą a Kijowem była jak najsilniejsza".
Dodał także, że "dlatego jesteśmy zainteresowani powstrzymaniem nawet najmniejszych oznak osłabienia tej więzi".