Węgry wycofały weto, co otwiera drogę do odblokowania miliardów euro przeznaczonych na wsparcie Ukrainy i zwroty dla państw, które przekazywały jej broń oraz amunicję. Polska może jednak odzyskać znacznie mniej pieniędzy, niż dotąd oczekiwała.
Niemal natychmiast po rosyjskiej inwazji na Ukrainę Polska rozpoczęła szeroko zakrojoną pomoc dla Kijowa, przekazując m.in. broń, amunicję oraz inny sprzęt wojskowy. Była jednym z pierwszych, jeśli nie pierwszym państwem Unii Europejskiej, które zdecydowało się na takie wsparcie.
Wkrótce potem na poziomie unijnym uzgodniono, że Ukraina stanie się jednym z głównych beneficjentów Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju (EPF). To specjalny fundusz funkcjonujący poza budżetem UE, przeznaczony do finansowania działań wzmacniających pokój i bezpieczeństwo międzynarodowe. Po 2022 roku Bruksela zdecydowała o skierowaniu znacznej części środków z EPF na wsparcie Ukrainy.
Mechanizm działał w ten sposób, że państwa członkowskie przekazywały Ukrainie sprzęt wojskowy i amunicję, a następnie otrzymywały z unijnego funduszu częściowy zwrot poniesionych kosztów.
Sytuacja skomplikowała się jednak w 2024 roku, kiedy Węgry zablokowały działanie mechanizmu. W efekcie zamrożonych zostało 6,6 mld euro. Oznaczało to również wstrzymanie zwrotów dla państw członkowskich, w tym dla Polski. Według wyliczeń Warszawa nie otrzymała około 450 mln euro (ponad 1,9 mld zł), czyli 43 proc. środków wydanych na dozbrajanie Ukrainy.
Węgry wycofują weto
Teraz sytuacja uległa zmianie. Po zmianie rządu w Budapeszcie nowe władze wycofały weto, otwierając drogę do odblokowania funduszu i wypłaty należnych środków państwom członkowskim.
Oficjalne wycofanie sprzeciwu nastąpiło dziś.
Jednocześnie szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas podczas spotkania ministrów obrony państw UE na Cyprze zaproponowała zmiany w funkcjonowaniu samego funduszu.
Zgodnie z jej propozycją 900 mln euro z odblokowanej kwoty 6,6 mld euro miałoby zostać przeznaczone na potrzeby unijnej misji szkoleniowej dla Ukrainy, natomiast kolejny 1 mld euro trafiłby na bezpośrednie zakupy uzbrojenia dokonywane przez sam Kijów.
W praktyce oznaczałoby to, że do podziału między państwa członkowskie pozostałoby 4,7 mld euro zamiast całej puli wynoszącej 6,6 mld euro.
To jednak nie jedyna proponowana zmiana. Kallas postuluje również nowy sposób podziału środków. Zamiast zwrotów proporcjonalnych do poniesionych wydatków, każde państwo miałoby otrzymać równą część wsparcia, odpowiadającą około 10 proc. kosztów poniesionych na pomoc dla Ukrainy.
Dla Polski oznaczałoby to znaczące straty. Zamiast odzyskać około 43 proc. wydanych środków, mogłaby liczyć jedynie na zwrot rzędu 10 proc. Podczas dzisiejszego spotkania Warszawa nie zaakceptowała tej propozycji. Jak ustalił Euronews, sprzeciw wobec takiego rozwiązania zgłasza również m.in. Słowacja. Z kolei poparcie dla pomysłu wyrażają m.in. Niemcy i Belgia.
Na razie jest to jednak jedynie wstępna propozycja Komisji Europejskiej i Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych. Kolejnym etapem dyskusji będą rozmowy na szczeblu ambasadorów państw członkowskich przy UE, które odbędą się w Brukseli.