Meta w październiku zablokowała reklamy polityczne na Facebooku i Instagramie, ale badacze dezinformacji ostrzegają, że Fidesz Orbána je przeniósł.
Badacze dezinformacji ostrzegają, że rządząca na Węgrzech partia Fidesz i jej podmioty zależne obchodzą zakaz reklam politycznych na platformach Meta przed zaplanowanymi na 12 kwietnia wyborami ogólnokrajowymi.
Z badań węgierskiego Obserwatorium Mediów Cyfrowych wynika, że „istnieje realne ryzyko, iż kampania wyborcza na Węgrzech i kolejne kampanie będą pod wpływem znacznej liczby nielegalnych reklam politycznych – w tym deepfake'ów – o ogromnym zasięgu”.
Gigant technologiczny Meta, właściciel Facebooka i Instagrama, w październiku 2025 roku zakazał wszelkich reklam politycznych, wyborczych i społecznych na swoich platformach w Unii Europejskiej, tłumacząc to „niemożliwymi do zastosowania wymogami i niepewnością prawną”. Google także zrezygnował z wyświetlania reklam politycznych w Unii.
Te działania wprowadzono w odpowiedzi na zaktualizowane unijne przepisy dotyczące reklamy politycznej, które weszły w życie w tym samym miesiącu, w ramach rozporządzenia w sprawie przejrzystości i targetowania reklamy politycznej (TTPA).
TTPA stanowi, że reklamy polityczne „na poziomie unijnym, krajowym i lokalnym” muszą być „wyraźnie oznaczone”, a na przykład zawierać informację „kto za nie zapłacił, jaki był ich koszt oraz – gdy stosowane są techniki targetowania i dystrybucji – jaka konkretnie grupa odbiorców jest celem”.
W odróżnieniu od zwykłego wpisu w mediach społecznościowych reklama polityczna w rozumieniu Mety to płatny przekaz na Facebooku lub Instagramie, który promuje partię lub hasło wśród ściśle określonej grupy użytkowników wybranych przez reklamodawcę.
Taka reklama zawiera formułę „opłacone przez” i jest przechowywana w bibliotece reklam Mety przez co najmniej siedem lat.
Badacze dezinformacji podkreślają, że po październikowym zakazie liczba aktywnych reklam największych podmiotów politycznych spadła, jednak Fidesz i jego sojusznicy wciąż korzystają z płatnych reklam politycznych, a ich śledzenie jest celowo utrudniane.
„Fidesz i powiązane z nim podmioty wciąż zdołały opublikować wiele reklam, które bez wątpienia mają charakter polityczny na platformach Mety” – powiedział w rozmowie z Euronews Szilárd Teczár, redaktor węgierskiego portalu fact-checkingowego Lakmusz, współpracującego z zespołem The Cube.
„Meta liczy na dobrą wolę reklamodawców, że sami zgłoszą, iż dana reklama jest polityczna” – dodał. – „Reklamy są usuwane lub zatrzymywane dopiero po fakcie. W październiku i listopadzie wiele z nich mogło być emitowanych przez tydzień, a nawet dłużej. Widać jednak, że Meta radzi sobie z tym coraz lepiej – w wielu przypadkach reklamy znikają w ciągu dnia lub najwyżej kilku dni”.
Teczár wyjaśnił, że reklamy publikują politycy Fideszu na swoich oficjalnych stronach na Facebooku, ale częściej rozpowszechniają je organizacje pośredniczące, wyraźnie powiązane z partią rządzącą i powielające ten sam przekaz.
Przykładem jest Ruch Oporu Narodowego – prorządowa, pro-Fideszowska grupa aktywistów i organizacja pozarządowa – powiązany z Megafonem, nieprzejrzystą prorządową organizacją, która w 2024 roku wydała na treści promocyjne na Facebooku ponad 1,7 mln euro.
„Wielokrotnie publikowali wideo tworzone przez sztuczną inteligencję, głównie atakujące opozycyjną partię TISZA. Promowali je przede wszystkim na Facebooku, a niektóre osiągnęły milionowe wyświetlenia” – powiedział Teczár, przypominając nagranie udostępnione pod koniec grudnia z jednoznacznym przekazem politycznym.
Wideo, które emitowano jako reklamę na platformach Mety, pokazywało członków rodziny odpakowujących prezenty z napisem „TISZA”. Z pudełek wyskakiwały jednak slogany polityczne fałszujące przekaz kampanii opozycji.
Węgierskie centrum walki z dezinformacją zwróciło też uwagę na pozornie niewinną kreskówkę. Animacja przedstawiała grupę zwierząt mieszkających nad brzegiem rzeki Cisy (TISZA), które od lisa otrzymują ostrzeżenie o rzekomym przyszłym podatku majątkowym, jaki miałaby wprowadzić partia TISZA.
Takie reklamy, choć powielają rządowy przekaz i promują określone stanowisko polityczne, nie są jasno oznaczone jako materiały partii rządzącej.
Na przykład instytut badawczy Political Capital w Budapeszcie ustalił, że wiele reklam zaklasyfikowano w kategoriach niepolitycznych, takich jak „biznes” czy „finanse”.
Think tank poinformował, że między styczniem a lutym badacze zidentyfikowali 457 reklam politycznych emitowanych na platformach Mety z kont powiązanych z węgierskimi aktorami politycznymi.
456 z nich wiązano z politykami i organizacjami powiązanymi z Fideszem. W tym samym okresie nie odnotowano żadnych reklam z kont związanych z partią TISZA, a tylko jedną z konta socjalliberalnej partii Koalicja Demokratyczna (DK).
Badacze ustalili, że wiele z tych reklam oznaczono jako polityczne dopiero po zakończeniu emisji.
Najaktywniejszym reklamodawcą był, według Political Capital, Balázs Németh, kandydat Fideszu w 13. okręgu Budapesztu. Od stycznia opublikował 81 reklam, głównie lokalnych spotów kampanijnych.
Drugim najbardziej aktywnym reklamodawcą była frakcja parlamentarna Fideszu, która zamieściła 76 reklam. Zdecydowaną większość z nich ostatecznie zaklasyfikowano jako polityczne; wiele promowało prorządowy program publicystyczny „Godzina prawdy”.
Fidesz testuje, jak omijać zakaz reklam
Fidesz od dawna korzysta z płatnych reklam na platformach Mety, by kierować swój przekaz do wybranych grup odbiorców.
Na podstawie dostępnych danych Political Capital szacuje, że między styczniem a wrześniem 2025 roku Fidesz odpowiadał nawet za 87 proc. wszystkich wydatków na reklamy w kraju, zanim giganci technologiczni wprowadzili zakaz reklam politycznych.
Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku Fidesz wydał na reklamy w mediach społecznościowych w Google i Meci więcej niż jakakolwiek inna partia polityczna w Unii Europejskiej.
Bulcsú Hunyadi, szef programów w Political Capital, powiedział nam, że mimo zakazu Mety Fidesz „eksperymentuje z tym, jak prowadzić kampanie reklamowe, które omijają regulaminy platform”.
„Fidesz i jego sojusznicy sprawdzają, jakie filmy i treści można promować jako reklamy, a jakie będą usuwane” – dodał.
Hunyadi zwrócił uwagę na reklamy zachęcające do udziału w rządowej „Konsultacji Narodowej”, a także na kampanie billboardowe przedstawiające przeciwników politycznych jako marionetki Zachodu i Brukseli.
Jedna z takich identycznych kampanii reklamowych, firmowanych przez Fidesz, uderzała w przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen oraz prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.
„W reklamach w mediach społecznościowych nie dało się rozpoznać tych postaci, bo nie było widać ich twarzy. Ale jeśli widziało się billboardy na ulicy i te same reklamy w sieci, można było połączyć fakty: choćby po identycznych ubraniach” – wyjaśnił Hunyadi.
Badacze podkreślają, że Meta usuwa część reklam po ich przeanalizowaniu, ale często dopiero po zakończeniu ich emisji.
„Systemy filtrowania Mety i Google mają oceniać, czy treści przeznaczone do promocji zawierają przekaz polityczny, jednak wydaje się, że reklamy wymykają się tym filtrom” – powiedział Hunyadi. – „Meta stosuje dwa etapy kontroli reklam politycznych, a drugi wydaje się znacznie dokładniejszy niż pierwszy”.
„Na platformach Mety więcej reklam wymyka się kontroli, ale może mieć na to wpływ także fakt, że Facebook jest na Węgrzech szczególnie popularny” – dodał.
Meta nie ujawnia publicznie, jak działa jej algorytm ani filtry służące do oznaczania treści naruszających zasady reklamy politycznej.
Rzecznik Mety przekazał The Cube, że „zgodnie z zasadami firmy reklamodawcy nie mogą w Unii Europejskiej emitować reklam dotyczących kwestii społecznych, wyborów i polityki”.
„Odrzucamy takie reklamy, gdy tylko zostaną nam zgłoszone i gdy potwierdzimy, że naruszają nasze zasady” – dodał rzecznik.
Euronews zwrócił się o komentarz do Komisji Europejskiej, jednak do momentu publikacji nie otrzymał odpowiedzi.