Sekretarz generalny stoi przed delikatnym zadaniem: przekonać Trumpa o korzyściach z pozostania w NATO lub zaryzykować głębszą izolację w coraz bardziej niestabilnym świecie. Pochlebstwa Rutte pod adresem prezydenta USA spotykają się z krytyką. Eksperci przekonują, że ta strategia jest konieczna.
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte rozpoczyna w środę zaplanowaną trzydniową wizytę w Waszyngtonie, w obliczu ponownych gróźb ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa, że rozważa wycofanie się z sojuszu.
Oczekuje się, że Rutte spotka się z Trumpem po wtorkowym złagodzeniu w ostatniej chwili napięć z Teheranem, które podobno obejmuje dwutygodniowe zawieszenie broni i ponowne otwarcie cieśniny Ormuz, chociaż warunki pozostają niejasne.
W środę Rutte spotka się w Białym Domu z prezydentem USA, sekretarzem stanu Marco Rubio i sekretarzem obrony Pete'em Hegsethem.
Rutte ma również przeprowadzić rozmowy z członkami Kongresu i wygłosić przemówienie w Fundacji i Instytucie Prezydenckim Ronalda Reagana w czwartek.
Trump zły za NATO za brak wsparcia w starciu z Iranem
Kluczową kwestią podczas wizyty będzie prawdopodobnie frustracja w Waszyngtonie z powodu odmowy sojuszników przyłączenia się do Stanów Zjednoczonych i Izraela w ich kampanii wojskowej przeciwko Iranowi lub zezwolenia amerykańskim samolotom zaangażowanym w konflikt na korzystanie z ich przestrzeni powietrznej.
Decyzja kilku krajów NATO rozgniewała Trumpa, skłaniając go do krytykowania europejskich rządów i kwestionowania wartości dalszego członkostwa USA w sojuszu.
Trump od dawna wyraża zaniepokojenie tym, co postrzega jako nieproporcjonalny wkład Ameryki w bezpieczeństwo Europy.
Prezydent USA wielokrotnie krytykował sojuszników z NATO za brak pomocy podczas gorącej fazy wojny, stwierdzając, że sojusz bez USA jest "papierowym tygrysem". W zeszłotygodniowych wypowiedziach stwierdził, że ponownie rozważy swój wkład w NATO, a jego komentarze zostały powtórzone przez Marco Rubio, który zasugerował, że Stany Zjednoczone ponownie ocenią swoje relacje z sojusznikami.
Kurt Volker, były ambasador USA przy NATO za czasów prezydenta George'a W. Busha, powiedział, że Rutte stoi przed delikatnym zadaniem zarządzania napięciami z europejskimi sojusznikami, takimi jak Niemcy, Finlandia, Hiszpania i Francja, które publicznie skrytykowały amerykańsko-izraelską kampanię w Iranie.
"Przekaz z Europy był okropny" - powiedział Volker w wywiadzie dla Euronews.
Argumentował, że nie było potrzeby, aby te kraje tak otwarcie sprzeciwiały się Waszyngtonowi, sugerując, że przyczyniło się to do sprzeciwu wobec NATO.
Volker dodał, że Trump może teraz próbować "przerzucić winę" za niepowodzenia w konflikcie na sojuszników, którzy odmówili poparcia stanowiska USA.
"Europejczycy mogli powiedzieć: "wszyscy mamy w tym interes i zobaczmy, jak możemy pomóc"" - powiedział, zauważając, że nie wymagałoby to bezpośredniego zaangażowania wojskowego.
Patrick Bury, były analityk NATO i wykładowca studiów obronnych na Uniwersytecie w Bath, powiedział, że sojusznicy mają prawo odmówić dostępu do swojej przestrzeni powietrznej.
"Sojusznicy NATO mają prawo zamknąć swoją przestrzeń powietrzną" - powiedział, wskazując na precedens z 1982 roku, kiedy Francja i Hiszpania ograniczyły dostęp USA podczas operacji przeciwko Libii.
Bury dodał, że priorytetem Rutte będzie uspokojenie Trumpa przy jednoczesnym umożliwieniu państwom członkowskim utrzymania niezależnego stanowiska w sprawie Iranu.
"Jego zadaniem jest utrzymanie USA w NATO. Reprezentuje sojusz jako całość, a nie poszczególne państwa członkowskie" - powiedział.
Rutte krytykowany za ugodowe podejście
Rutte, który był premierem Holandii w latach 2010-2023, był wcześniej krytykowany za swoje ugodowe podejście do Trumpa.
W styczniu, kiedy Trump zasugerował, że USA mogą "zająć" Grenlandię, niektórzy sojusznicy oskarżyli Rutte o niewystarczająco stanowczą reakcję. W tym czasie Trump nie wykluczył użycia siły militarnej w celu przejęcia terytorium od Danii, sojusznika NATO.
Rutte był również wyśmiewany przez niektórych komentatorów po tym, jak odniósł się do Trumpa jako "tatusia" podczas szczytu NATO w Hadze w 2025 roku.
Analitycy twierdzą jednak, że teraz nie jest moment na zmianę strategii i widzą wartość w jego podejściu. Nawet jeśli nie jest ono popularne wśród Europejczyków, którzy coraz częściej postrzegają Rutte jako zbyt służalczego i przychylnego żądaniom Trumpa.
"Trump często wycofuje się ze skrajnych stanowisk, więc Rutte powinien spróbować to zrobić" - przekazało Euronews źródło z Waszyngtonu zaznajomione z sytuacją.
"Rutte jest wykwalifikowaną i rozważną postacią. Wyraźnie widać wysiłki zmierzające do skierowania tej administracji w stronę bardziej racjonalnego podejścia do NATO" - dodał urzędnik. - "Jeśli Rutte może uspokoić napięcia w momencie, gdy stawka jest tak wysoka, to powinien przynajmniej spróbować".