Maria Malmer Stenergard wezwała UE do natychmiastowego przyjęcia kolejnego pakietu sankcji przeciw Rosji. Ostrzegła, że każdy dzień zwłoki osłabia europejską jedność.
"Odkładanie decyzji o nałożeniu kolejnych sankcji na Rosję to porażka Europy" - oświadczyła szefowa szwedzkiej dyplomacji Maria Malmer Stenergard w programie "Europe Today" na antenie Euronews.
Jak podkreśliła, każdy dzień zwłoki w przyjęciu nowego pakietu osłabia wiarygodność Unii Europejskiej.
Wezwała do zwiększenia wsparcia dla Ukrainy i wzmocnienia presji na Moskwę.
Zaznaczyła, że oczekuje od partnerów europejskiej solidarności, choć - jak przyznała -nie ma pewności, czy tak się stanie.
Wypowiedź minister padła dzień po zapowiedzi węgierskiego ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó.
Oświadczył on, że Budapeszt zablokuje nowe sankcje UE wobec Rosji podczas poniedziałkowego spotkania ministrów spraw zagranicznych.
Warunkiem zmiany stanowiska ma być wznowienie przez Ukrainę tranzytu ropy do Węgier i Słowacji rurociągiem "Przyjaźń".
Szefowie dyplomacji państw członkowskich spotykają się w Brukseli, by sfinalizować 20. pakiet sankcji wobec Moskwy.
Unijni dyplomaci liczyli, że uda się go przyjąć przed wtorkiem, kiedy przypada czwarta rocznica rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę.
W ubiegłym tygodniu Węgry i Słowacja poinformowały o zawieszeniu eksportu oleju napędowego do Ukrainy.
Zarzuciły Kijowowi celowe ograniczanie przesyłu rosyjskiej ropy rurociągiem "Przyjaźń".
Spór może utrudnić osiągnięcie jednomyślności, która jest niezbędna do przyjęcia nowych sankcji przez wszystkie 27 państw UE.
Sytuacja odzwierciedla szersze napięcia między Budapesztem i Bratysławą a Kijowem.
Oba państwa wciąż sprowadzają znaczące ilości rosyjskich surowców energetycznych, mimo apeli Ukrainy o całkowite uniezależnienie się od dostaw z Rosji.
Węgry zapowiedziały również sprzeciw wobec unijnej pożyczki dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro.
Zapowiedź ta spotkała się z krytyką części państw członkowskich.
Malmer Stenergard określiła takie stanowisko jako "hańbę" i zasugerowała, że na decyzje Budapesztu wpływa zbliżająca się kampania wyborcza.