Chłopaki hałasowali, ale u źródeł punk jest kobiecy. Nowa wystawa w Londynie świętuje kobiety punka; z okazji 50-lecia She Punk Euronews Culture poleca pięć kluczowych płyt z lat 70., które powinien mieć każdy fan.
Większość ludzi powie, że punk rock narodził się w Nowym Jorku w 1976 roku, kiedy czterech urwisów z Queens wydało swój imienny debiut i podarowało światu pierwszy hymn punkowy – „Blitzkrieg Bop”.
Debiutancki album Ramones, który wywarł ogromny wpływ, świętuje w tym roku 50-lecie, a wielu uznaje 1976 za symboliczny rok zerowy punka. Jednak Joey, Johnny, Dee Dee i Tommy nie wzięli się znikąd. Za prekursorów gatunku uchodzą m.in. The Stooges, The Velvet Underground czy New York Dolls – artyści, którzy byli punkowi, zanim tak to nazwano: odrzucali studyjną produkcję i stadionowy rock głównego nurtu.
Punk to zarazem gatunek muzyczny i ważne zjawisko kulturowe, z którego wyrosła buntownicza subkultura wyrażająca sprzeciw wobec systemu przez muzykę, modę i gesty społeczno-polityczne. To słowo zwykle przywołuje określone nazwy: Ramones, Dead Kennedys, Sex Pistols, The Clash, Gang of Four, The Damned, Bad Brains, Buzzcocks, Misfits, Black Flag, The Cramps...
Lista jest długa i nie da się zaprzeczyć, że chłopcy narobili sporo hałasu. U podstaw jednak punk jako muzyka, jako anarchiczne myślenie, jako kontrkulturowa ideologia, ma kobiece oblicze.
Nieustraszone artystki, takie jak Patti Smith, Siouxsie Sioux, Nina Hagen, Poly Styrene, Viv Albertine, Debbie Harry, Linda Lunch i Poison Ivy, ukształtowały ruch punkowy w latach 70. To one były siłą napędową gatunku, który w istocie był rewolucją. Rozbijały konwenanse, przesuwały granice, zrywały z oczekiwaniami, które im narzucano. I jedna wystawa doskonale o tym pamięta.
W najbliższy piątek otwiera się „Up Yours! God Save The Queens” – nowa interdyscyplinarna wystawa w londyńskim Museum of Youth Culture, poświęcona „50 latom She Punk!”.
Kuratorami wystawy są Lauren Estelle Jones, Celeste Bell i Vivien Goldman. „Up Yours! God Save The Queens” gromadzi rzadkie materiały archiwalne, niepublikowane dotąd fotografie i współczesne prace artystyczne. Ekspozycja stawia w centrum i celebruje kobiety, które ukształtowały kulturę punk, i pokazuje, że tego gatunku nie da się sprowadzić do czterech urwisów w trampkach ani kilku agrafek przypiętych do kurtki.
Ponieważ punkowe artystki i zespoły prowadzone przez kobiety często wymykały się uwadze części (choć nie wszystkich) fanów muzyki, Euronews Culture przygotowało – z góry niepełną – listę pięciu kluczowych kobiecych albumów punkowych z lat 70., które każdy szanujący się fan punka powinien mieć.
To płyty prekursorek, które przetarły szlak wszystkim późniejszym artystkom i zespołom z kobiecym frontem – od Bikini Kill, Hole, L7 i PJ Harvey po Le Tigre, Sleater-Kinney, Yeah Yeah Yeahs oraz Amyl and the Sniffers.
Patti Smith - „Horses” (1975)
Debiutancki album Patti Smith na nowo zdefiniował nowojorską scenę punkową, zanim jeszcze ktoś zaczął ją tak nazywać. Jako stała bywalczyni legendarnego klubu CBGB na Manhattanie, Smith, marząca o karierze poetki, trafiła do tętniącego życiem świata undergroundowej literatury, sztuki i muzyki. „Horses” uczyniło ją „matką chrzestną punka”: to eklektyczna, mocna deklaracja artystycznej wolności, która łączy beatową poetykę z zadziorną rockową pasją i minimalistyczną estetyką rodzącego się punka. Utwory „Free Money” i „Break It Up” to już klasyka, podobnie jak jej radykalna przeróbka „Glorii” zespołu Them. A jest jeszcze „Land”, dziewięciominutowe arcydzieło, które pokazało, że Smith nie tylko współtworzyła ruch punkowy, ale wykuwała nową przestrzeń dla artystek na całym świecie. (Na marginesie: kiedy Fundacja Noblowska wreszcie przyzna jej literackiego Nobla?)
Blondie - „Blondie” (1976)
Debbie Harry była kolejną stałą bywalczynią CBGB obok Patti Smith i także współtworzyła nowojorską scenę. Jej charakterystyczny platynowy blond stał się częścią wizualnego języka punka. Choć Blondie mocniej skłaniało się ku nowej fali i popowi, a największy sukces przyniosła im późniejsza, wydana w 1978 roku klasyczna płyta „Parallel Lines”, debiutancki album zespołu miał niepodrabialną, punkową energię DIY. Otwiera go utwór „X Offender” (pierwotnie „Sex Offender”, ale tytuł zmieniono, bo rozgłośnie nie chciały grać tak prowokacyjnie zatytułowanej piosenki). Cała płyta to odważny, rytmiczny klejnot, który wyciągnął pop z lat 60. i z pazurem wciągnął go w lata 70.
X-Ray Spex - „Germfree Adolescents” (1978)
Poly Styrene, założycielka brytyjskiego zespołu X-Ray Spex, uchodzi za pierwszą wieloetniczną frontmenkę w punku. Nosiła aparat na zębach, szyła sobie jaskrawe, neonowe łachy i śpiewała antykonsumpcyjne teksty, wywracając do góry nogami wszelkie wyobrażenia o tym, jak może wyglądać wokalistka. Debiutancki album grupy mierzył się z feminizmem, polityką tożsamości, społeczeństwem konsumpcyjnym i całkowitym brakiem przejmowania się cudzym zdaniem. W hymnie „Art-I-Ficial” wrzeszczy: „I am a poseur and I don’t care! I like to make people stare!” Najmocniejszy akcent albumu znalazł się na reedycji, z singlem-manifestem „Oh Bondage Up Yours!”, w którym rozbrzmiewa skandowanie: „Some people think little girls should be seen and not heard, but I think «Oh bondage, up yours! One, two, three, four!»”. Utwór stał się wzorcowym brytyjskim punkowym okrzykiem bojowym, ale też feministycznym manifestem, który inspirował wiele innych składów punkowych, w tym ruch riot grrrl z lat 90.
The Slits - „Cut” (1979)
Kolejna brytyjska perełka pochodzi od tria The Slits, którego wkładu w zdefiniowanie punka jako nurtu feministycznego nie wolno lekceważyć. Zespół miał szorstki styl, w którym mieszał punk rock, art pop oraz elementy dubu i reggae, podważając zarazem zasady przemysłu muzycznego i normy społeczne. Ich debiutancki album z 1979 roku to buntownicza, surowa kolekcja anarchicznych hitów, takich jak hymn samostanowienia „Instant Hit” (później samplowany przez Lauryn Hill), „Shoplifting”, „Newtown” czy klasyk „Typical Girls” – protest przeciw kobiecym stereotypom. W tym utworze wokalistka Ari Up recytuje: „Typical girls get upset too quickly / Typical girls can't control themselves / Typical girls are so confusing”, po czym zadaje pytanie: „Who invented the typical girl?”. The Slits obalały przyzwyczajenia za pomocą humoru, energii i bezczelnego „fuck you” wobec świata. Podobnie jak X-Ray Spex, ich muzyka inspirowała niezliczonych artystów i ruchy, m.in. riot grrrl oraz czwartą falę feministycznego punka w latach 2010.
The Raincoats - „The Raincoats” (1979)
Skoro wystawa „Up Yours! God Save The Queens” odbywa się w Londynie, przy ostatnim wyborze także zostajemy w Wielkiej Brytanii. Pierwszy długogrający album brytyjskiego kwartetu The Raincoats najbardziej kojarzy się z rozchwianą, niechlujną wersją przeboju „Lola” grupy The Kinks, ale cała reszta płyty to bezcenny, poszarpany hałas. Jest dysonansowa, dziwna, pełna partii skrzypiec (w wykonaniu Vicky Aspinall) i całkowicie hipnotyzująca. Dzięki wokalom Any da Silvy i Giny Birch oraz perkusji Palmolive, byłej członkini The Slits, obecny na krążku duch „wszystko wolno” stanowi sam rdzeń punka. Zespół wykorzystywał swoje piosenki, by wytykać winy establishmentowi i mówić o społecznych patologiach, takich jak kultura gwałtu i mizoginia. Jeśli szukacie egzemplarza, celujcie w reedycję z 1993 roku, która zawiera singiel „Fairytale in the Supermarket”, a przy okazji koniecznie posłuchajcie ich utworu z 1977 roku „No One’s Little Girl” (wydanego dopiero w 1982), z tekstem: „I'm no one's little girl, oh no, I'm not / I'm not gonna be, cause I don't wanna be / I never shall be on your family tree..”.
„Up Yours! God Save The Queens” otwiera się w piątek 23 października w Museum of Youth Culture (źródło w Angielski) w Londynie i potrwa do 22 listopada.