Śledź nas
Reklama

Zwrot w polityce USA i napięcia na Bliskim Wschodzie

Ambasador USA w Turcji Tom Barrack przemawia na Global Security Forum w Dosze, 20 października 2026
Ambasador USA w Turcji Tom Barrack przemawia na Global Security Forum w Dosze, 20 października 2026 -  Prawo autorskie  Screengrab, Global Security Forum
Prawo autorskie Screengrab, Global Security Forum
Przez Peter Barabas & Biuro Euronews w Dosze
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Katar przegrupował system obronny w zaledwie sześć godzin w obliczu zagrożenia ze strony Iranu. Podczas forum w Dosze eksperci ocenili też perspektywy konfliktów na Bliskim Wschodzie.

Podczas rzadkiego publicznego wystąpienia szef Katarskiej Agencji Wywiadu i Bezpieczeństwa, generał brygady Khalid Mohammed Al-Nuaimi, ujawnił, że w obliczu groźby wojny z Iranem Katar przegrupował cały system obronny w zaledwie sześć godzin.

REKLAMA
REKLAMA

Przemawiając we wtorek podczas Global Security Forum w Dosze, Al-Nuaimi określił tę operację jako "bezprecedensową i skuteczną".

Podkreślił, że była ona możliwa dzięki ośmiu miesiącom przygotowań, w trakcie których dostosowywano katarskie siły zbrojne, zdolności obronne i doktrynę wojskową. Wcześniejsze założenia uwzględniały jednak zupełnie inny scenariusz zagrożeń.

Pytany o reakcję Kataru na ataki dronów podczas wojny, szef wywiadu wyjaśnił, że przeorganizowanie systemu obronnego wymagało błyskawicznych zmian zarówno w planowaniu, jak i rozmieszczeniu sił oraz środków obrony.

"Dostosowaliśmy się, przegrupowaliśmy siły i zrobiliśmy to w sześć godzin" - powiedział Al-Nuaimi.

Dodał: "Byliśmy zaskoczeni, ale z konieczności zareagowaliśmy błyskawicznie".

Podczas forum rzecznik katarskiego MSZ dr Majed al-Ansari, poinformował, że rozmowy między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, prowadzone przy udziale Kataru, nadal trwają. "Widzimy zaangażowanie obu stron" - zaznaczył.

"To, że nic o nich nie słychać, jest dobrym sygnałem. To znaczy, że dobrze wykonujemy swoją pracę" - dodał katarski dyplomata, odnosząc się do rosnącego napięcia w regionie i obaw przed ponownym wybuchem wojny z Iranem.

Zwrot Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie

Do perspektywy wznowienia konfliktu odniósł się również ambasador USA w Turcji i specjalny wysłannik prezydenta ds. Syrii i Iraku Tom Barrack.

Podczas forum zadeklarował, że "Ameryka chce porozumienia pokojowego". Jego zdaniem powinno ono obejmować "zawieszenie broni w cieśninach" oraz działania na rzecz "zmniejszenia cierpień Irańczyków".

"Dobrobyt jest jedyną odpowiedzią" - podkreślił Barrack.

Zaznaczył również, że "nie potrzebujemy powrotu" do wcześniejszego memorandum pokojowego między USA a Iranem.

Za główną przeszkodę w osiągnięciu porozumienia uznał brak wzajemnego zaufania. "Od początku tych rozmów i negocjacji problemem jest brak zaufania" - wyjaśnił.

Jak dodał, "Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) nie ufa Stanom Zjednoczonym, a USA nie ufają IRGC".

Wysłannik przyznał, że nie potrafi jednoznacznie ocenić, czy rozpoczęcie wojny z Iranem było błędem.

Zwrócił jednak uwagę na jej "niezamierzone konsekwencje". Podkreślił przy tym, że prezydent Donald Trump jest "prezydentem, który sprzeciwia się wojnom bez końca".

Barrack zapewnił również, że Stany Zjednoczone nie zamierzają wycofywać się z Bliskiego Wschodu.

Odniósł się przy tym do oczekiwań państw regionu, które nie chcą dłużej polegać wyłącznie na amerykańskiej pomocy w rozwiązywaniu lokalnych konfliktów.

"Nasza oferta polega nie na kontroli, lecz na tym, by pozostać. Nie odchodzimy" - powiedział.

Jednocześnie przyznał, że dotychczasowy model amerykańskiego przywództwa w dziedzinie bezpieczeństwa ulega zmianie. "Ameryka przez ostatnie 80 lat była gwarantem bezpieczeństwa świata, a dziś już nie pełni tej roli" - stwierdził.

Jak wyjaśnił, "to, co dzieje się w tej administracji, nie jest porzuceniem regionu, lecz sygnałem potrzeby nowego ułożenia relacji".

Wypowiedzi Barracka wskazywały na zmianę akcentów w amerykańskiej polityce wobec Bliskiego Wschodu.

Nie odniósł się on jednak wprost do jednego z celów, które administracja USA stawiała sobie na początku wojny z Iranem, czyli zmiany reżimu w Teheranie.

Wysłannik przypomniał, że Stany Zjednoczone podejmowały próby zmiany władzy w 23 przypadkach na Bliskim Wschodzie.

Ocenił, że dotychczasowe doświadczenia przemawiają przeciwko takim działaniom.

"Za każdym razem, gdy próbujemy interweniować, zmienić przywódcę lub władzę, okazuje się to błędem" - stwierdził.

Zamiast ingerować w wewnętrzne układy polityczne, Waszyngton powinien, jego zdaniem, stawiać na rozmowy z udziałem wszystkich stron konfliktu.

Barrack opisał tę strategię jako próbę "ściągnąć wszystkich, posadzić w jednym namiocie, poczęstować kawą, położyć broń i sztylety na stole i spróbować znaleźć inne rozwiązanie". Podstawą takiego podejścia mają być "cierpliwość, obecność i dialog".

Amerykański dyplomata odniósł się także do napięć między Izraelem a Turcją.

Wyraził przekonanie, że do bezpośredniej konfrontacji między tymi państwami nie dojdzie.

"Uważam, że Izrael jest zbyt rozsądny, by naprawdę zdecydować się na poważną konfrontację z Turcją. Nie sądzę, by Izrael tego chciał, a wiem, że Turcja tego nie chce" - powiedział Barrack.

Były szef MI6: Huti nie znikną z Jemenu

Podczas forum rzecznik katarskiego MSZ dr Majed al-Ansari, przedstawił również stanowisko Dohy w sprawie sytuacji w Jemenie.

Podkreślił, że Katar solidaryzuje się z Arabią Saudyjską w obliczu zagrożeń dla jej bezpieczeństwa.

"Razem z innymi państwami Zatoki Katar wspiera naszych braci w Arabii Saudyjskiej w obronie ich suwerenności przed tym atakiem" - powiedział.

Perspektywy zakończenia konfliktu w Jemenie ocenił także były szef brytyjskiego wywiadu zagranicznego MI6 sir John Sawers.

Jego zdaniem ruch Huti utrzyma swoją pozycję, a jego wyeliminowanie w przewidywalnej przyszłości jest mało prawdopodobne.

"Huti pozostaną" - stwierdził Sawers podczas Global Security Forum w Dosze.

"Nie zostaną pokonani i w przewidywalnej przyszłości zachowają kontrolę nad znaczną częścią Jemenu" - dodał.

Były szef MI6 zaznaczył, że Huti realizują własne cele polityczne i narodowe. "Huti mają własną, jemeńską agendę narodową" - wyjaśnił.

Sawers ocenił również, że konflikt uwidocznił ograniczenia Arabii Saudyjskiej w próbach podporządkowania sobie sytuacji w Jemenie.

W jego opinii w ostatniej dekadzie Rijad nie zdołał skutecznie przeciwstawić się Huti.

Niepowodzeniem zakończyły się także wieloletnie próby utrzymania w kraju alternatywnego rządu.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Były emir Kataru Hamad ibn Chalifa Al Sani nie żyje, miał 74 lata

Katarski sektor turystyczny wraca do formy i znów czeka na gości

Macron coraz bardziej osamotniony w obliczu zamieszek we Francji