Ukraina potrzebuje pilnie 23 mld euro, by utrzymać zdolność do dalszej walki z Rosją. Kijów naciska na Brukselę, by przyspieszyła wypłatę unijnej pożyczki. W tle wraca jednak jeszcze bardziej kontrowersyjny pomysł: wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów.
Rosnąca luka w ukraińskim budżecie wywiera coraz większą presję na Unię Europejską, która w coraz większym stopniu sama ponosi koszty wsparcia dla Ukrainy.
Problem ten znalazł się w centrum uwagi w poniedziałek podczas spotkania „Koalicji chętnych” w Kijowie, zorganizowanego w dniu, w którym Ukraina obchodziła 35. rocznicę niepodległości.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że w budżecie resortu obrony brakuje 27 mld dolarów (23,1 mld euro). Pieniądze te są niezbędne do utrzymania ukraińskiego wysiłku wojennego.
Deficyt nie jest jednak skutkiem nieprzewidzianych wydatków. Ukraina przesunęła bowiem na pierwszą połowę roku środki, które pierwotnie miały zostać wykorzystane w jego drugiej części. Kwota 23 mld euro ma pokryć wynagrodzenia personelu, świadczenia socjalne oraz zakupy uzbrojenia, w tym około 6 mld euro zaliczek na dostawy zaplanowane na początek 2027 roku.
Zełenski podkreślił, że uzupełnienie tej luki jest konieczne, aby Ukraina mogła „konkurować liczbą uderzeń dalekiego zasięgu” z Rosją i „zadać jej ból”, zwiększając w ten sposób presję na prezydenta Władimira Putina, by przystąpił do rzeczywistych negocjacji pokojowych.
„Potrzebujemy więcej pieniędzy, znacznie więcej” – powiedział Zełenski.
Jako jedno z rozwiązań zaproponował, by Unia Europejska przyspieszyła wypłatę części pożyczki w wysokości 90 mld euro.
Bruksela podzieliła pożyczkę na dwie transze po 45 mld euro, przeznaczone na lata 2026 i 2027. Zgodnie z propozycją Zełenskiego część środków zaplanowanych na przyszły rok zostałaby wypłacona wcześniej, aby pomóc pokryć tegoroczną lukę w wysokości 23 mld euro, uzupełnianą również przez wkłady innych sojuszników.
Pierwsza reakcja Komisji Europejskiej jest jednak ostrożna.
„Nie zostaliśmy jeszcze oficjalnie poinformowani kanałami dwustronnymi, że istnieje zamiar przyspieszenia wypłaty środków” – powiedział we wtorek rzecznik Komisji.
„Jesteśmy gotowi w możliwie najszerszym stopniu uwzględniać takie wnioski, ale na razie obowiązuje plan, który przyjęliśmy. Rozmowy z Ukrainą trwają i na ich podstawie będziemy oceniali przyszłe działania”.
Bruksela wypłaciła dotąd 3,2 mld euro wsparcia budżetowego oraz 8,35 mld euro pomocy wojskowej.
Łącznie 22 mld euro przeznaczono na zakupy uzbrojenia, w tym samolotów bojowych i dronów. Środki te są jednak uruchamiane dopiero po zweryfikowaniu kontraktów obronnych przedstawianych przez Kijów. Procedura może się opóźniać z powodu błędów lub zmian wprowadzanych w ostatniej chwili. Kolejne 6 mld euro wciąż pozostaje nieprzydzielone.
Nadal wstrzymane jest również blisko 14 mld euro wsparcia budżetowego, przy czym część wypłat uzależniono od postępów w reformach. W ostatnich miesiącach Rada Najwyższa spowolniła prace nad kluczowymi projektami ustaw, co budzi niepokój w Brukseli.
Komisja zapewnia, że jest gotowa przyspieszyć wypłaty w tym roku, ale wyłącznie w ramach obowiązującego limitu 45 mld euro.
Jednym z najpilniejszych priorytetów pozostają systemy obrony powietrznej, których Ukraina pilnie potrzebuje, by odpierać kolejne rosyjskie ataki z użyciem rakiet balistycznych.
„W najbliższych tygodniach czeka nas bardzo intensywny okres na polu obronności, bo wiemy, jaka jest stawka” – powiedział rzecznik. „Mamy pełną świadomość ogromnej presji czasu i odpowiednio przyspieszamy nasze działania”.
Pieniądze kontra polityka
W kuluarach unijni urzędnicy zastanawiają się, czy przyspieszenie wypłaty pożyczki byłoby w ogóle możliwe, a także czy byłoby politycznie pożądane. Zmiana harmonogramu wymagałaby modyfikacji podstawy prawnej pierwotnego planu i zmusiłaby Komisję Europejską do dostosowania kalendarza zaciągania długu.
Niosłaby również poważne ryzyko polityczne.
Dwudziestu siedmiu przywódców państw UE zgodziło się na nadzwyczajną pożyczkę, zakładając, że zapewni ona Ukrainie stabilne finansowanie w latach 2026–2027, aż do wejścia w życie kolejnego wieloletniego budżetu Unii w 2028 roku.
Przesunięcie części środków z 2027 roku na wcześniejszy okres mogłoby zatem doprowadzić do powstania kolejnej luki finansowej pod koniec przyszłego roku, bez oczywistego źródła jej uzupełnienia. Nic nie wskazuje przy tym na to, by potrzeby Ukrainy miały wówczas być mniejsze – zwłaszcza że Moskwa nasila ataki.
Przekonanie przywódców UE do uruchomienia w 2027 roku nowej linii kredytowej, w dodatku w roku obfitującym w wybory o wysokiej stawce, część obserwatorów uważa za politycznie niezwykle trudne.
Alternatywą byłoby większe zaangażowanie pozostałych zachodnich sojuszników w pokrywanie ukraińskiej luki budżetowej.
Unijni urzędnicy skarżą się jednak, że – z wyraźnym wyjątkiem Zjednoczonego Królestwa i Norwegii – inni partnerzy przekazali mniej środków, niż oczekiwano. W rezultacie Unia Europejska przejmuje na siebie coraz większą część finansowego ciężaru wsparcia Ukrainy.
Wsparcie ze strony Stanów Zjednoczonych, dotąd głównego darczyńcy, praktycznie ustało.
Bardziej ambitnym rozwiązaniem, które Zełenski przedstawił podczas poniedziałkowego spotkania „Koalicji chętnych”, byłoby wykorzystanie zamrożonych aktywów rosyjskiego Banku Centralnego.
Unia Europejska posiada około 210 mld euro rosyjskich aktywów, z czego większość jest ulokowana w Belgii.
„Gdziekolwiek te aktywa się znajdują, musimy znaleźć sprawiedliwy sposób wykorzystania ich do ochrony przed rosyjską wojną” – powiedział Zełenski.
Aktywa te były pierwotnie Planem A Komisji Europejskiej na finansowanie Ukrainy w latach 2026–2027. Sprzeciw, któremu przewodziła Belgia, zatrzymał jednak ten plan w grudniu ubiegłego roku. Ostatecznie 27 przywódców sięgnęło po Plan B – wspólne zaciągnięcie długu w celu sfinansowania wartej 90 mld euro pożyczki dla Ukrainy.
Mimo fiaska Planu A część państw członkowskich nadal uważa wykorzystanie rosyjskich aktywów za rozwiązanie docelowe i przygotowuje się do ponownego przedstawienia tego pomysłu.
„Musimy porozumieć się co do wykorzystania zamrożonych aktywów Rosji. Nie pieniędzy obywateli UE, tylko rosyjskich środków, aby pokryć ten rachunek” – powiedział w poniedziałek premier Łotwy Andris Kulbergs, stojąc u boku Zełenskiego.
„Rachunek jest ogromny. Chodzi o kolosalne pieniądze, które trzeba zapłacić. Dlaczego europejscy obywatele mają pokrywać całość? To Rosja jest za to odpowiedzialna”.
Przeciwnicy takiego rozwiązania nadal stanowczo się mu sprzeciwiają.
Belgia wciąż domaga się szerokich mechanizmów solidarności jako warunku zgody na jakiekolwiek działania, a Euroclear – zarejestrowana w Belgii instytucja finansowa przechowująca większość rosyjskich aktywów – mierzy się z pozwami ze strony Rosji.
„Patrząc na ubiegły rok, nie widzę obecnie żadnej chęci, by wracać do tego tematu. Przeszkody i zastrzeżenia części państw członkowskich się nie zmieniły” – powiedział wysoki rangą urzędnik UE.
„Będziemy musieli się tym zająć, gdy przyjdzie na to czas”.