Szokująca groźba Donalda Trumpa dotycząca nałożenia ceł w celu przejęcia Grenlandii wywołała szalony wyścig z czasem, aby zapobiec rozpadowi sojuszu transatlantyckiego. Oto jak Europejczycy zjednoczyli się, aby go uratować.
Choć posiniaczona i poobijana, więź między Europą a Stanami Zjednoczonymi, która przetrwała nieprzerwanie 80 lat, doczekała kolejnego dnia.
Takie było przesłanie, które z widoczną ulgą przekazali europejscy przywódcy pod koniec niezwykłego tygodnia, który niebezpiecznie zbliżył obie strony Atlantyku do totalnej, katastrofalnej wojny handlowej, która toczy się właściwie o przyszłość Grenlandii.
Przez pięć dni Donald Trump trzymał cały kontynent w napięciu, szokując groźbą nałożenia dodatkowych 10% ceł na osiem krajów europejskich, wszystkich członków NATO, próbując wymusić przejęcie bogatej w minerały, półautonomicznej wyspy należącej do Królestwa Danii.
"Ta taryfa będzie należna i płatna do czasu osiągnięcia porozumienia w sprawie pełnego i całkowitego zakupu Grenlandii" - napisał Trump w swojej niesławnej już wiadomości.
Oburzenie było ogłuszające. Prezydenci i premierzy wystąpili jednogłośnie, aby wesprzeć suwerenność Danii i potępić to, co postrzegali jako rażący szantaż ze strony prezydenta zamierzającego przekształcić globalny porządek zgodnie z własną wizją.
"Żadne zastraszanie ani groźby nie będą miały na nas wpływu" - powiedział prezydent Francji Emmanuel Macron.
To, co nastąpiło po pierwszej fali potępień, było gorączkowym wyścigiem z czasem, aby przekonać Trumpa do porzucenia jego aneksjonistycznego programu i uratowania stosunków transatlantyckich - i przygotowania się do uderzenia w przypadku najgorszego.
Ambasadorowie UE spotkali się w niedzielę, dzień po wiadomości Trumpa w mediach społecznościowych, aby rozpocząć przygotowania do 1 lutego, dnia, w którym 10-procentowe cła miały wejść w życie.
Francja przejęła inicjatywę, publicznie wzywając do aktywacji instrumentu przeciwdziałania przymusowi, który umożliwiłby szerokie działania odwetowe w wielu sektorach gospodarki. Instrument ten, pierwotnie zaprojektowany z myślą o Chinach, nigdy nie został użyty - nawet podczas zeszłorocznych negocjacji handlowych z Białym Domem, kiedy Trump nieustannie podnosił stawkę, aby zmusić Europejczyków do szerokich ustępstw.
Wówczas państwa członkowskie były mocno podzielone co do tego, jak zareagować - Francja i Hiszpania opowiadały się za ofensywą, a Włochy i Niemcy za kompromisem. Ale tym razem było inaczej - drastycznie.
Trump nie stosował już ceł w celu zrównoważenia przepływów handlowych i pobudzenia krajowej produkcji, powodów, które wymienił w swoim "Dniu Wyzwolenia" wiosną 2025 roku. Tym razem starał się zastosować cła, aby przejąć terytorium od sojusznika.
"Pogrążenie nas w niebezpiecznej spirali spadkowej pomogłoby tylko przeciwnikom, których tak bardzo staramy się trzymać z dala od naszego strategicznego krajobrazu" - powiedziała Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, w przemówieniu w Davos. - "Nasza odpowiedź będzie więc niezachwiana, zjednoczona i proporcjonalna".
Bezprecedensowy wymiar tego wyzwania mocno zaciążył na stolicach, które szybko pogodziły się z perspektywą rzeczywistego odwetu. Był to wyraźny kontrast w stosunku do podziałów politycznych i zastrzeżeń, które nękały rozmowy w 2025 roku.
Dyplomaci w Brukseli mówili o zbiorowej determinacji, by znieść ból gospodarczy w imię obrony Grenlandii, Danii i suwerenności całego bloku. Szczegółowa lista środków "wet za wet" o wartości 93 mld euro została przedstawiona do wprowadzenia, gdy tylko dodatkowe cła Trumpa wejdą w życie.
Równolegle Parlament Europejski, rozwścieczony ultimatum Trumpa, zagłosował za bezterminowym opóźnieniem ratyfikacji umowy handlowej UE-USA, blokując zerowe cła na produkty amerykańskie, które von der Leyen i Trump uzgodnili w lipcu.
Push and pull
A jednak, gdy europejscy przywódcy zwarli szeregi i odepchnęli ekspansjonizm Trumpa, dali również jasno do zrozumienia wszystkim, którzy słuchali, że dyplomacja jest ich preferowaną opcją, aby utrzymać sojusz transatlantycki przy życiu.
"Chcemy uniknąć eskalacji tego sporu, jeśli to w ogóle możliwe" - powiedział kanclerz Niemiec Friedrich Merz. - "Chcemy po prostu spróbować wspólnie rozwiązać ten problem".
Europejczycy zaczęli szukać "drogi ucieczki", jak trafnie ujął to prezydent Finlandii Alexander Stubb, aby zapobiec pełnemu starciu, zabezpieczyć Grenlandię i pozwolić Trumpowi odnieść swego rodzaju zwycięstwo. Włoski premier Giorgia Meloni zasugerował, że Trump mógł źle zrozumieć cel misji zwiadowczej wysłanej na wyspę, którą przytoczył w swoim poście społecznościowym jako uzasadnienie grożenia 10% taryfą.
Początkowo dyplomatyczne zabiegi nie przyniosły rezultatu. Von der Leyen i Merz próbowali spotkać się z Trumpem w Davos, ale pomimo szerzących się spekulacji, rozmowy dwustronne nigdy się nie odbyły. W międzyczasie Trump ujawnił wiadomość tekstową od Macrona, w której francuski przywódca powiedział mu: "Nie rozumiem, co robisz na Grenlandii".
Tekst, potwierdzony jako autentyczny przez źródło w otoczeniu prezydenta Francji, zawierał również propozycję zorganizowania szczytu G7 z "Rosjanami na marginesie", co natychmiast wzbudziło wątpliwości, biorąc pod uwagę wspólną strategię Europy mającą na celu izolację Kremla na arenie międzynarodowej.
Gdy napięcia rosły coraz bardziej, Trump stanął na scenie Światowego Forum Ekonomicznego i podwoił swoje pragnienie przejęcia Grenlandii, którą czasami nazywał "Islandią".
"Chcemy kawałka lodu dla ochrony świata, a oni (Europejczycy) go nie dadzą" - powiedział wypełnionej po brzegi sali w Davos. - "Mają wybór: możecie powiedzieć 'tak' i będziemy bardzo wdzięczni, a możecie powiedzieć 'nie' i będziemy pamiętać".
Jednak Trump powiedział również, że nie chce używać siły militarnej do realizacji swoich planów terytorialnych, czego wcześniej nie chciał wykluczyć. Europejczycy szybko wychwycili ten niuans i mieli nadzieję, że wkrótce pojawi się jakieś otwarcie.
Przemówienie to utorowało drogę sekretarzowi generalnemu NATO Markowi Rutte, który utrzymywał niski profil podczas narastającego kryzysu, do spotkania z Trumpem w Davos i zawarcia tego, co obaj nazwali "umową ramową" w celu zwiększenia bezpieczeństwa na Grenlandii i w całym regionie Arktyki.
Umowa, której szczegóły nie zostały jeszcze upublicznione i są przedmiotem dalszych dyskusji, była "rampą", której desperacko szukali sojusznicy: Trump potwierdził, że nie będzie już stosował ceł ani dążył do przejęcia Grenlandii.
Do czasu, gdy przywódcy UE spotkali się w czwartek w Brukseli na nadzwyczajnym szczycie zwołanym w reakcji na starcie, atmosfera uległa zmianie.
Premierzy uścisnęli sobie dłonie i poklepali się po plecach z szerokimi uśmiechami na twarzach. Po przybyciu na miejsce powiedzieli dziennikarzom, że więź transatlantycka jest zbyt cenna, by można ją było porzucić w ciągu tygodnia.
Wytchnienie w pokoju było namacalne, pomimo poczucia niepokoju i zamieszania wiszącego w powietrzu - i utrzymujących się obaw, że grenlandzka fiksacja Trumpa może powrócić.
"Pozostajemy niezwykle czujni i gotowi do użycia naszych narzędzi, jeśli pojawią się dalsze zagrożenia" - powiedział Macron, chwaląc jedność Europy.
Rankiem po nocnym szczycie duńska premier Mette Frederiksen spotkała się z Markiem Rutte w Brukseli, a następnie poleciała do Nuuk, aby rozwiać wrażenie, że umowa ramowa zostanie spisana bez zgody Danii lub Grenlandii.
Zryw
W pewnym sensie łańcuch wydarzeń zakończył się tak, jak się rozpoczął, a Europejczycy nazwali Stany Zjednoczone swoim najbliższym sojusznikiem i obiecali współpracować, aby stawić czoła globalnym wyzwaniom.
Ale pod powierzchnią trwało bolesne rozliczenie.
Europejczycy spędzili ostatni rok, starając się powstrzymać rtęciową politykę zagraniczną Trumpa, obserwując z niedowierzaniem, jak podejmował on przedsięwzięcia biznesowe z Kremlem, nakładał sankcje na sędziów Międzynarodowego Trybunału Karnego, odsunął Nicolása Maduro od władzy w Wenezueli i rozszerzył Radę Pokoju , rzekomo powołaną do zarządzania powojenną Strefą Gazy, w rywala Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Podczas gdy te destrukcyjne działania były w mniejszym lub większym stopniu tolerowane, brutalna pogoń Trumpa za Grenlandią okazała się zbyt trudna do zniesienia. Dla wielu osób groźba nałożenia ceł przekroczyła granicę i ustanowiła precedens, nawet jeśli ostatecznie została wycofana.
Skutki tego burzliwego tygodnia nie znikną.
Jak powiedziała von der Leyen, wzmocni to tylko apele o bardziej niezależną Europę z szerszą siecią partnerów, na których można się oprzeć.