Loader
Śledź nas
Reklama

Islandia mówi „nie”: cztery wnioski z referendum w sprawie przystąpienia do UE

Islandia powiedziała „nie” w referendum w sprawie UE.
Islandia powiedziała „nie” w referendum w sprawie UE. Prawo autorskie  European Union.
Prawo autorskie European Union.
Przez Jorge Liboreiro
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Islandczycy w referendum stosunkiem 52,8% do 47,2% odrzucili wznowienie negocjacji akcesyjnych z UE, praktycznie zamykając drogę do członkostwa. Oto cztery wnioski.

W pilnie obserwowanym referendum, którego wynik rozstrzygnął się w ostatniej chwili, ten nordycki kraj odrzucił ponowne otwarcie negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską.

REKLAMA
REKLAMA

Głos „za” oznaczałby wznowienie procesu przerwanego w 2015 roku. Wówczas Reykjavik zdołał zamknąć 11 rozdziałów żmudnych rozmów. Bogatemu państwu niemal gwarantowano, że stanie się jednym z faworytów wyścigu.

Islandczycy zdecydowali się jednak utrzymać to, co mają: ścisłe partnerstwo z 27-państwowym blokiem, o krok od pełnego członkostwa.

Oto cztery najważniejsze wnioski.

Ryby ważniejsze niż wszystko inne

Dla obserwatorów spoza Islandii kuszące było analizowanie referendum przez pryzmat geopolityki: wojny Rosji przeciwko Ukrainie, nieuczciwej konkurencji ze strony Chin oraz, rzecz jasna, Donalda Trumpa, jego karnych ceł i gróźb aneksji Grenlandii.

Jednak głównym motorem głosowania okazały się po prostu ryby.

Jako wyspa z rozległą wyłączną strefą ekonomiczną na północnym Atlantyku, Islandia ma przemysł rybny głęboko wpisany w świadomość narodową. To kluczowa branża gospodarki: odpowiada za ok. 8% PKB i niemal 40% eksportu.

Kraj strzeże swoich praw do połowów. W latach 1958–1976 Islandia i Zjednoczone Królestwo toczyły serię sporów nazwanych „wojnami dorszowymi”, zakończoną zwycięstwem Reykjaviku nad Londynem.

Członkostwo w UE objęłoby Islandię wspólną polityką rybołówstwa (CFP), która określa, kto, gdzie i kiedy może łowić oraz ile może złowić. Większość kwot połowowych ustala się co roku po negocjacjach, a państwa członkowskie odpowiadają za to, by rybacy nie przekraczali wyznaczonych limitów.

W przededniu referendum sondaż Gallupa pokazał, że 90% islandzkich firm związanych z sektorem rybołówstwa sprzeciwiało się przystąpieniu do UE.

Rząd próbował rozwiać te obawy, zapowiadając, że zwróci się do Brukseli o „pełną kontrolę” nad krajowym systemem rybołówstwa. Komisja Europejska przekonywała, że jest gotowa szukać „kreatywnych” rozwiązań.

Te zapewnienia nie przekonały jednak tych, którzy obawiali się skutków oddania zbyt dużej części kontroli.

Rybołówstwo jest jedną z głównych gałęzi gospodarki Islandii.
Rybołówstwo jest jedną z głównych gałęzi gospodarki Islandii. European Union.

Wyraźny podział między miastem a wsią

W referendum podział między miastami a obszarami wiejskimi był aż nadto widoczny.

Spośród sześciu okręgów wyborczych w kraju tylko dwa opowiedziały się za „tak”. Oba obejmują stolicę, Reykjavik, centrum politycznej władzy.

W Reykjaviku południowym 54,5% głosujących wybrało „tak”. W Reykjaviku północnym odsetek był jeszcze wyższy – 57,5%. Wpisuje się to w obserwowany w całej Europie trend, że mieszkańcy dużych miast częściej popierają integrację polityczną i gospodarczą.

Tymczasem w okręgach północno-zachodnim, północno-wschodnim i południowym większość wyborców – ponad 60% – zagłosowała „nie”. W tych społecznościach wiejskich rybołówstwo odgrywa znacznie większą rolę na rynku pracy niż w stolicy, gdzie ma marginalne znaczenie.

W okręgu południowo-zachodnim, otaczającym Reykjavik i jako ostatnim podającym ostateczne wyniki, 47% wyborców zagłosowało „tak”, a 53% – „nie”.

Frekwencja w referendum wyniosła 82,5% i była wyższa niż w ostatnich wyborach parlamentarnych w Islandii (80,18%). Pokazuje to, jak powszechne było zainteresowanie sprawą.

Łącznie oddano 225 031 głosów: 118 040 za „nie” (52,8%) i 105 399 za „tak” (47,2%). 1652 karty były puste lub nieważne.

Status quo trzyma się mocno

Odrzucając rozmowy akcesyjne, Islandczycy opowiedzieli się za szytym na miarę status quo, które wypracowali przez dekady współpracy z Brukselą.

Islandia, razem z Norwegią i Liechtensteinem, już dziś korzysta z szerokiego, nieskrępowanego dostępu do jednolitego rynku na mocy porozumienia o Europejskim Obszarze Gospodarczym. Z tego mechanizmu wyłączone są m.in. rybołówstwo i rolnictwo.

Nordycka wyspa jest też członkiem strefy Schengen, systemu handlu emisjami (ETS) oraz sztandarowych programów, takich jak Erasmus i Horizon. Taki poziom integracji wymagał od Islandii wdrożenia blisko 9 tys. aktów prawnych UE, mimo że nie ma ona głosu w Brukseli.

Kraj jest też ściśle zestrojony z polityką zagraniczną Unii i należy do NATO, Rady Europy oraz „koalicji chętnych” na rzecz Ukrainy.

Gdy wyborców zapytano, czy chcą doprowadzić tę współpracę do pełnego członkostwa, najwyraźniej uznali, że obecna formuła „jak dotąd jest dobrze” im wystarcza.

Premier Islandii Kristrún Frostadóttir opowiadała, że podczas kampanii widziała, iż „ludzie są bardzo zadowoleni z umowy o EOG i z obecnych ustaleń, jakie mamy z Unią Europejską”.

„Może to dowodzić, że musimy jeszcze lepiej bronić tej umowy i mam nadzieję, że cały parlament stanie za nią murem” – powiedziała.

Referendum pokazało wyraźny podział między miastem a wsią.
Referendum pokazało wyraźny podział między miastem a wsią. European Union.

Akcesja nie dla bogatych

Gdyby Islandia zdecydowała się wznowić rozmowy akcesyjne, z miejsca stałaby się faworytem w kolejce do członkostwa.

Urzędnicy i dyplomaci w Brukseli nieoficjalnie przyznawali, że ten nordycki kraj, z imponującym PKB na mieszkańca rzędu 84 tys. euro, wysoko rozwiniętą gospodarką i niemal w pełni odnawialnym miksem energetycznym, wyskoczyłby na czoło kolejki niemal z dnia na dzień.

Zdawali sobie jednak sprawę, jak źle wyglądałoby, gdyby Islandia „przeskoczyła” innych kandydatów, zwłaszcza państwa z Bałkanów Zachodnich, które czekają na członkostwo od ponad dekady. Jednym z pomysłów było powiązanie procesu akcesyjnego Islandii i Czarnogóry, by złagodzić możliwe napięcia w regionie.

Do tego jednak nie dojdzie i „wyścig akcesyjny” pozostanie bez zmian.

Mimo to jedno pytanie nasuwa się teraz nieuchronnie: czy rozszerzenie Unii może przyciągać bogate państwa?

Obecna lista państw kandydujących (Albania, Bośnia i Hercegowina, Gruzja, Mołdawia, Czarnogóra, Macedonia Północna, Serbia, Turcja i Ukraina) obejmuje gospodarki i systemy polityczne, które pod względem wskaźników ekonomicznych i standardów demokratycznych są daleko w tyle za Islandią.

Dla tych krajów Unia jest przede wszystkim źródłem wzrostu, dobrobytu i większej równości. Niezwykła droga państw Europy Środkowo-Wschodniej, które przystąpiły w 2004 roku, pokazuje, jak wiele może dać im europejska przyszłość. Członkostwo ma dla nich także wymiar geopolityczny – w obliczu agresywnej Rosji, która usiłuje na nowo narzucić swoje strefy wpływów.

Referendum pokazało, że Islandia, z dużo bardziej uprzywilejowanej pozycji, inaczej ocenia, co oznacza członkostwo w UE i jak bardzo jest jej potrzebne.

Nie jest to pierwszy raz, gdy bogaty kraj odrzuca Unię. Norwegia, kolejny nordycki kraj, odmówiła wejścia do UE dwukrotnie – w 1972 i 1994 roku. Z kolei Zjednoczone Królestwo, jedna z gospodarek G7, w słynnym referendum z 2016 roku zagłosowało za wyjściem z Unii.

Co ciekawe, różnica między zwolennikami Brexitu i pozostania w UE (51,89% do 48,11%) jest niemal identyczna jak w islandzkim głosowaniu.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Odrzucenie rozmów akcesyjnych przez Islandię ciosem dla UE

Islandia w zaciętym głosowaniu opowiedziała się przeciwko dalszym rozmowom w sprawie przystąpienia do UE

Ulga i żal na Islandii po przegranym referendum ws. rozmów o członkostwie w UE