Szef portugalskiej dyplomacji wyjaśnił, że konieczne jest rozróżnienie między "tym, co działo się do piątku, przed rozpoczęciem ataku", a tym, co wydarzyło się od tego czasu. Od tego czasu korzystanie z bazy Lajes przez USA musiało spełniać "trzy warunki".
Portugalski minister stanu i spraw zagranicznych, Paulo Rangel, udzielił w poniedziałek wieczorem wywiadu dla CNN Portugal, w którym przedstawił więcej szczegółów na temat wykorzystania przez Stany Zjednoczone bazy Lajes na wyspie Terceira na Azorach w ramach interwencji wojskowej w Iranie.
Według prezydenta "jedną rzeczą jest to, co działo się do piątku, przed rozpoczęciem ataku", a zatem różni się od tego, co wydarzyło się później. Wynika to z faktu, że "od soboty" faktycznie miała miejsce "interwencja wojskowa", po której nastąpił "komunikat ze Stanów Zjednoczonych" informujący o jej przeprowadzeniu.
"Od momentu, w którym pojawił się komunikat, że Stany Zjednoczone zamierzają przeprowadzić interwencję [...], a zatem mogą potrzebować użyć [bazy lotniczej] w ramach tej interwencji", wyjaśnił Paulo Rangel, rząd portugalski zdecydował się udzielić "warunkowego zezwolenia na korzystanie z bazy".
W tym momencie, w odniesieniu do "sojusznika, który jest strategiczny" dla kraju i "który zawsze był, ponieważ Portugalia zawsze potrzebowała sojusznika atlantyckiego", rząd kraju postanowił określić "trzy główne warunki" korzystania przez Waszyngton z bazy Lajes od tego momentu.
Po pierwsze, wyjaśnił minister stanu i spraw zagranicznych, portugalska baza może być używana tylko "w odpowiedzi [na atak], a więc tylko jako [forma] odwetu, jako obrona". Po drugie,"musi to być konieczne, innymi słowy, musi być zgodne z zasadą konieczności i proporcjonalności". I wreszcie, mogą być stosowane wyłącznie do "celów o charakterze wojskowym".
Środki te zostały wprowadzone "na przyszłość", tj."do wykorzystania w kontekście trwającej obecnie interwencji wojskowej". "Stany Zjednoczone są zobowiązane do przestrzegania tych warunków", powiedział, odnosząc się do decyzji, która została podjęta przez Waszyngton "kiedy atak był już w toku".
Dni poprzedzające amerykańską i izraelską interwencję wojskową
Zanim interwencja wojskowa faktycznie rozpoczęła się w sobotę rano, "wszystkie zezwolenia, które zostały wydane" przez władze portugalskie, zostały przyznane nie na mocy umowy o współpracy i obronie z 1995 r. między Portugalią a USA, która obejmuje tak zwaną umowę techniczną Lajes, ale na mocy "ogólnego systemu", a konkretnie "dekretu z mocą ustawy nr 2/2017".
Według Paulo Rangela, jest to akt prawny, który "przewiduje, że wszystkie przeloty i lądowania lotów państwowych, w tym przypadku lotów wojskowych, w Portugalii, z dowolnego kraju, wymagają zezwolenia". Jednak**"są kraje, a jest ich ponad 50, które mają stałe roczne zezwolenie",** jak "ma to miejsce w przypadku Stanów Zjednoczonych".
"Mamy 24 godziny na przeanalizowanie wniosku [...], a jeśli państwo portugalskie nic nie powie, zostanie on rozpatrzony pozytywnie, ponieważ istnieje stałe roczne zezwolenie" - powiedział portugalski minister spraw zagranicznych.
W tym kontekście,"w tygodniach, w których ruch w bazie Lajes był większy niż zwykle" i ponieważ "nie było wniosku o interwencję wojskową", to właśnie na podstawie tych ram prawnych udzielono "milczących zezwoleń".
"Nie było to bezpośrednio związane z porozumieniem [technicznym z Lajes], zrobiono to poza nim", zapewnił Paulo Rangel, podkreślając kontrast z tym, co wydarzyło się po faktycznym rozpoczęciu wojny, kiedy zastosowano "pełny reżim porozumienia".
Jak wcześniej donosiło Euronews, porozumienie to stanowi, co następuje: "Bez uszczerbku dla swojej pełnej suwerenności i kontroli nad swoim terytorium, morzem terytorialnym i przestrzenią powietrzną, Portugalia udziela Stanom Zjednoczonym Ameryki zezwolenia na: korzystanie z obiektów [...] niezbędnych do prowadzenia operacji wojskowych wynikających ze stosowania postanowień Traktatu Północnoatlantyckiego lub decyzji podjętych w ramach Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego [NATO], bez sprzeciwu ze strony Portugalii".
Dodano, że udzielono również zgody na "tranzyt wojskowych statków powietrznych ze Stanów Zjednoczonych Ameryki przez bazę lotniczą nr 4 (Lajes) lub przez przestrzeń powietrzną Azorów w ramach misji nieprzewidzianych w poprzednim ustępie i prowadzonych w ramach Traktatu Północnoatlantyckiego". Te ruchy, zgodnie z umową techniczną z Lajes, muszą być "zgłoszone z wyprzedzeniem właściwym organom portugalskim".
Wreszcie, stwierdza się, że "Portugalia będzie przychylnie patrzeć na wszelkie wnioski o wykorzystanie Bazy Lotniczej nr 4 (Lajes) do prowadzenia operacji wojskowych wynikających z decyzji podjętych w ramach innych organizacji, których obie strony są członkami, pod warunkiem, że takie decyzje zostały poparte przez Portugalię".
Podkreśla się jednak, co następuje: "Jakiekolwiek wykorzystanie przez Stany Zjednoczone Ameryki obiektów, które nie wynika z sytuacji przewidzianych w poprzednich ustępach niniejszego artykułu lub nie stanowi ich części, musi podlegać uprzedniej autoryzacji".
"Portugalia nie weźmie udziału w tym konflikcie"
Podkreślając, że przed faktycznym rozpoczęciem konfliktu portugalski rząd "nie został poinformowany", że dojdzie do "interwencji wojskowej" USA, Paulo Rangel zapewnił, że "Portugalia nie będzie uczestniczyć w tym konflikcie" i że "nie zamierza w nic interweniować".
"Nie było żadnej interwencji w atakach, które miały miejsce tego dnia [sobota]", wyjaśnił Paulo Rangel, zgodnie z przesłaniem przekazanym przez inne kraje europejskie."Wielka Brytania, Francja i Niemcy również wydały oświadczenie mówiące dokładnie to samo", przypomniał minister.
Wywiad ministra z CNN Portugal miał miejsce po zintensyfikowaniu ruchu amerykańskich samolotów wojskowychw bazie Lajes w ciągu ostatnich kilku tygodni, w czasie, gdy już podejrzewano, że nowa operacja wojskowa Waszyngtonu, w koordynacji z Izraelem, może być w przygotowaniu.